Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.
Blog > Komentarze do wpisu

Nie wierzę w rosyjską bazę

MinabaronyRano dalekopisy wypluły informację o rosyjskim zamiarze rozmieszczenia na Białorusi w 2015 roku wojskowej bazy lotniczej (politolog Raman Jakauleuski typuje na łamach Biełsatu jej lokalizację w znanej skądinąd Berezie). Nie wierzę, że te plany zostaną zrealizowane, a przynajmniej nie tak szybko. Z co najmniej kilku powodów.

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu zapowiedział podczas spotkania z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką, że w przyszłym roku Rosja rozmieści na Białorusi cztery dodatkowe dywizjony rakiet S-300 o zasięgu do 200 kilometrów. Wcześniej, bo jesienią tego roku, odbędą się wspólne ćwiczenia wojskowe z udziałem 2 tys. żołnierzy, podczas których jak zwykle (czyli np. jak w 2008 roku) będzie ćwiczony atak na Polskę. Obie te wiadomości są oczywiście dla Polski niepokojące (podkreślają jednocześnie ułudę resetu w stosunkach polsko- i w ogóle zachodnio-rosyjskich). Dlaczego więc nie wierzę w bazę?

1. Wczytajmy się uważnie w słowa Szojgu:

Przystępujemy do rozpatrzenia planu o utworzeniu tu rosyjskiej bazy lotniczej z myśliwcami. Mamy nadzieję, że w 2015 roku pojawi się tu już pułk lotnictwa, który będzie służyć bezpieczeństwu naszych państw. W 2013 roku przystąpimy do tworzenia – i mamy nadzieję, że utworzymy – tutaj dowództwa lotniczego i postawimy tu pierwsze dyżurne ogniwo myśliwców bojowych. Później rzeczywiście przewidujemy nadal rozpatrywać kwestie niezbędne dla wzmocnienia zdolności obronnych naszych białoruskich kolegów i braci.

Zaczynamy prace nad planem, mamy nadzieję, przystąpimy, będziemy rozpatrywać. Ileż to już podobnych słów słyszeliśmy na temat rosyjsko-białoruskiej integracji! Prace nad planem i rozpatrywanie kwestii dotyczyły np. zastąpienia białoruskiego rubla rosyjskim, wspólnej konstytucji związkowej, a ostatnimi czasy np. utworzenia wspólnej korporacji na bazie firm MAZ i KamAZ. Od pierwszych podobnych pomysłów minęło półtorej dekady i nic nie zostało zrealizowane. A o ewentualnym holdingu MAZ/KamAZ Łukaszenka ostatnio wspomniał jako o bandyckiej akcji, za którą stoją cudzoziemcy.

2. Łukaszenka, ile by nie mówił o jednym białorusko-rosyjskim narodzie (choć białoruska część, ma się rozumieć, dysponuje znakiem jakości), Rosjanom nie ufa. Przynajmniej odkąd do władzy w Rosji doszedł Władimir Putin. Od tej pory integracja jest w dużej mierze pozorna i wymuszona, o czym przekonująco pisał wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt w Grze pozorów. Stosunkach rosyjsko-białoruskich 1991–2008 (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2008).

3. Nieufność ta ma swoje podstawy. Dla Putina Białoruś ze swoimi firmami, rurami i granicą z NATO jest kąskiem do połknięcia. Łukaszenka w takim wspólnym państwie mógłby liczyć najwyżej na stanowisko gubernatora obwodu mińskiego, a i to na łasce i niełasce Kremla. W związku z tym białoruski prezydent prowadzi taką właśnie grę pozorów – unikania zobowiązań i nierealizowania już podjętych (vide obietnica corocznej prywatyzacji majątku wartego 1,5 mld dolarów, złożona przy okazji pozyskania w 2011 roku kredytu z jednej z kontrolowanych przez Rosję instytucji, Antykryzysowego Funduszu Eurazjatyckiej Przestrzeni Gospodarczej). I choć w relacjach wojskowych integracja jest relatywnie najdalej posunięta, do tej pory nie zostało np. ogłoszone nazwisko głównodowodzącego wspólnym systemem obrony przeciwlotniczej. Rosjanie nie chcą służyć pod młodszym bratem, Białorusini boją się starszego.

4. Łukaszenka jest wspierany przez Rosję głównie dlatego, że ta nie ma dla niego alternatywy. Co nie znaczy, że nie sonduje. W 2010 roku Moskwa badała możliwość poparcia co najmniej dwóch kandydatów opozycji: Andreja Sańnikaua lub Uładzimiera Niaklajeua. Z tej opcji zrezygnowała ostatecznie dopiero na tydzień przed wyborami, ale co się Łukaszenka strachu najadł, zwłaszcza oglądając kolejne odcinki filmowego czarnego PR z Moskwy pt. Kriostnyj batka, to jego. Rosja i wcześniej utrzymywała nieformalne kontakty z liberalną i komunistyczną częścią opozycji. A przed wyborami w 2001 roku promowała w charakterze alternatywy, chyba nawet bez jej woli, kandydaturę Natalli Maszerawej, córki rządzącego Białorusią w latach 1965–1980 Piotra Maszeraua.

5. Z kolei 2013 rok, rok olbrzymich, 25-proc. cięć w administracji publicznej i strukturach siłowych, wystawi na próbę lojalność urzędników wobec zapewniającego im dotychczas pełną stabilność reżimu (pamiętacie Psy: A ja co, na bruk? A gdzie ja teraz robotę znajdę, jak tylko przesłuchiwać umie?). O możliwości przewrotu pałacowego w najbliższych latach (którą szacuję na jakieś 15 proc., ale zawsze) pisałem w niedawnym numerze Nowej Europy Wschodniej, którą zresztą serdecznie polecam. Taka możliwość po raz pierwszy jest bardziej prawdopodobna niż ludowy bunt z prozachodnim podtekstem. Scenariusz, w którym taka antyłukaszenkowska fronda mogłaby się oprzeć o rosyjskich żołnierzy, musiałby być sennym koszmarem prezydenta.

6. Rosjanie już dziś dysponują na Białorusi stacją radiolokacyjną w Hancewiczach i centrum łączności marynarki wojennej pod Wilejką, w których stacjonuje jednak garstka wojskowych. Za dzierżawę Mińsk nie dostaje ani kopiejki, co mu się wyraźnie nie podoba. Kwestia opłat jest więc podnoszona przy okazji każdego kryzysu we wzajemnych stosunkach, a argumentem są miliony dolarów, które na rosyjskiej armii zarabia Ukraina w Sewastopolu czy (do grudnia 2012 roku) Azerbejdżan w Qəbəli. Można być pewnym, że nawet gdyby rozmowy o bazie weszły w decydującą fazę, Mińsk zażąda za to ceny, na jaką Rosjanie się po prostu nie zgodzą.

Ulokowanie na Białorusi stałej bazy wojskowej, zwłaszcza w tak krótkim czasie, jest więc dość mało prawdopodobne. Ale nie niemożliwe. Widzę taką możliwość tylko w jednej sytuacji: Łukaszenka przyciśnięty pustkami w państwowej kasie sprzedaje zgodę na bazę w zamian za kolejny kredyt lub darowanie długów. Faktycznie, na lata 2013–2014 przypada szczyt białoruskich potrzeb związanych z koniecznością zrolowania zadłużenia. Ale na razie niewiele wskazuje na to, że Białoruś nie znajdzie na to pieniędzy. To już jednak zupełnie inna historia.

Fot. Ministerstwa Abarony Respubliki Biełaruś.

wtorek, 23 kwietnia 2013, mpotocki
© by Michał Potocki. Białoruś Błękitnooka | Міхал Патоцкі. Беларусь Сінявокая | Михал Потоцкий. Беларусь синеокая | Michał Potocki. Blue-Eyed Belarus | Michał Potocki. Blauäugige Belarus | Міхал Потоцький. Білорусь синьоока 2013

ZOSTAŃ FANEM NA FACEBOOKU

Polecane wpisy

Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...