Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.
Blog > Komentarze do wpisu

Jak zyskać na odwilży

OdwilżRok 2013 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały odwilż w relacjach Białorusi z UE – jakby to napisał Henryk Sienkiewicz. A skoro tak, trzeba by się zastanowić, co my jako Polska mamy na tej odwilży do ugrania.

Najpierw przyjrzyjmy się owym znakom rozmaitym. Zaczęło się na przełomie roku, gdy białoruskie MSZ pod kierownictwem uznawanego za relatywnego liberała Uładzimiera Makieja rozpoczęło intensywne konsultacje z ambasadorami państw Zachodu. Kogo to w gmachu ministerstwa przy wul. Lenina 19 nie było, włącznie z nuncjuszem apostolskim. W lutym Makiej gościł zaś w Gruzji, by w rozmowie ze swoją lokalną odpowiednik Maią Pandżikidze omawiać perspektywy złagodzenia napięcia w relacjach z Zachodem.

Na tenże Zachód Makiej jechać na razie nie może, gdyż ciążą na nim przywrócone po pacyfikacji opozycji w grudniu 2010 roku sankcje wizowe. Wysyła więc swoją zastępczynię, Alenę Kupczynę, raczej typ urzędnika-technokraty, a nie polityka-propagandysty. Kupczyna była m.in. w Brukseli, Berlinie i Paryżu. Z kolei w kwietniu do Mińska przyjechał szef MSZ Łotwy Edgars Rinkēvičs. To pierwsza wizyta zachodniego szefa dyplomacji na Białorusi, odkąd wolne wybory chcieli za unijne pieniądze kupić od Alaksandra Łukaszenki ministrowie z Niemiec i Polski.

Ta ostatnia jest postrzegana jako największy zwolennik twardej polityki wobec Białorusi. I co widzimy? 29 kwietnia do Warszawy przyjeżdża wpływowy urzędnik francuskiego MSZ Éric Fournier, by przekonywać nasze władze do zezwolenia na skreślenie z listy osób z zakazem wjazdu do UE ministra Makieja. W charakterze gestu pod adresem Białorusi.

Łukaszence sprzyja jeszcze jedna okoliczność: w lipcu przewodnictwo w UE przejmuje Litwa, a tej szczególnie zależy na odwilży z przyczyn głównie biznesowych, ale i prestiżowych – jesienią w Wilnie ma się bowiem odbyć szczyt Partnerstwa Wschodniego. Litwini lobbują więc za odwilżą w relacjach z Białorusią i podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, by – w przeciwieństwie do poprzedniego szczytu w Warszawie – móc ogłosić jakiś sukces.

Mińsk także wykonuje stosowne gesty. Umorzono m.in. dochodzenie przeciwko dziennikarzowi Gazety Wyborczej i działaczowi nieuznawanego przez Mińsk zarządu Związku Polaków na Białorusi Andrzejowi Poczobutowi, oskarżanemu o znieważenie prezydenta. Zezwolono na dwa tradycyjne marsze opozycji: 25 marca z okazji Dnia Woli (rocznicy ogłoszenia Białoruskiej Republiki Ludowej w 1918 roku) i 27 kwietnia tzw. Czarnobylski szlach na rocznicę katastrofy. Zatrzymania co prawda planowo się odbyły, ale marsze były legalne.

Dzisiaj z kolei uznawany za naczelnego ideologa reżimu Wadzim Hihin na swoim blogu na stronie agencji BiełTA pisze tak:

Grupie osób, nazywanych w określonych kręgach więźniami politycznymi, albo kończą się wyroki, albo zbliżają się one do połowy (czyli świeci im zwolnienie warunkowe). A co za tym idzie wkrótce mogą się pojawić na wolności.

Uczciwie mówiąc, gdyby kwestia, czy powinni dalej siedzieć, czy wyjść na wolność, była rozpatrywana w drodze eksperckiej, ja, porozmyślawszy nieco, zaproponowałbym wypuścić ich na cztery świata strony. Ta banda waląca konia w pierdlu (serio, goniaja bałdu na kicze właśnie to w fieni, rosyjskiej grypserze, oznacza; używanie fieni w oficjalnej propagandzie to oddzielne zagadnienie – aut.) i przejadająca państwowe pieniądze przynosi państwu znacznie większe straty, znajdując się w miejscach nie tak znów oddalonych, niż gdyby spacerowali na wolności. Chociaż, oczywiście, prawo jest prawem...

Innymi słowy Hihin przygotowuje grunt pod propagandowe uzasadnienie, dlaczego Łukaszenka jednak zmienił zdanie i ułaskawił wymienioną grupę 11 opozycjonistów, a przede wszystkim najbardziej znanych: ekskandydata na prezydenta Mikołę Statkiewicza, szefa organizacji Wiosna Alesia Bialackiego i lidera Młodego Frontu Źmiciera Daszkiewicza.

A jeśli tak się stanie (część opozycji oczekuje tego w okolicach 5 maja, gdy w prawosławnym kalendarzu przypada Wielkanoc), zniknie ostatnia bariera przed odwilżą. Skoro tak, to niezależnie od tego, co myślimy o ponownym wpadaniu w ramiona Łukaszenki, należy zaplanować, co Polska ma na tej odwilży do ugrania. A ma dokładnie trzy rzeczy.

1. Przywrócenie właściwej kontroli granicy po stronie białoruskiej. Łukaszenka nieoficjalnie nakazał swoim pogranicznikom, by przymknęli oczy na strumienie nielegalnych migrantów, podążających z Azji do Polski i dalej na Zachód. Taka mała zemsta. W efekcie nasza straż graniczna odnotowała szybki wzrost chwytanych już po naszej stronie przybyszy z państw Kaukazu Południowego, Afganistanu czy Indochin.

Z naszych statystyk wynika, że na terytorium naszego kraju przebywa nielegalnie do 30 tys. osób. Przez waszą granicę przechodzą tylko setki. Na razie. A uchodźcy z państw WNP i Azji często są niebezpieczni, dysponują doświadczeniem wojennym. A to też problem, zgadza się pan?

– tłumaczył mi w listopadzie 2012 roku rzecznik pograniczników Alaksandar Ciszczanka. Cały tekst z Dziennika Gazety Prawnej o granicznej zimnej wojnie do przeczytania tutaj.

2. Ratyfikowanie podpisanej jeszcze w 2010 roku umowy o małym ruchu granicznym. Dokument po polskiej stronie został już dawno ratyfikowany, na Białorusi przyjął go parlament, czeka więc jedynie na podpis Łukaszenki. Podpis zaś jest uzależniony od sytuacji politycznej, czego nikt po obu stronach nie ukrywa. Umowa zaś nie oznacza jedynie ułatwień w przekraczaniu granicy dla mieszkańców Grodna i Brześcia, ale także dla naszego Podlasia. Otwarta granica to łatwiejszy handel i większe pieniądze, jakże ścianie wschodniej potrzebne.

3. Uregulowanie statusu Związku Polaków na Białorusi. W chwili obecnej związek jest jeden, ale zarządy dwa. Jeden z Mieczysławem Jaśkiewiczem na czele, popierany przez Warszawę. Drugi ze wspieranym przez Mińsk Mieczysławem Łysym. Nasz ZPB może i jest demokratyczny, ale za to pozbawiony swobody działania. Ich ZPB jest liczniejszy, dysponuje większością związkowych nieruchomości, ale bez uznania przez Warszawę również pozostaje w znacznej mierze fasadowy. W efekcie najbardziej cierpią miejscowi Polacy, którzy stali się chcąc nie chcąc zakładnikami sytuacji politycznej. Kompromis w punkcie trzecim będzie najtrudniejszy do uzyskania, ale jakieś modus vivendi da się chyba uzgodnić.

Ktoś może uznać takie postawienie sprawy za czystej wody cynizm. Tyle że wobec Mińska próbowaliśmy już zarówno kija, jak i marchewki. Poważne sankcje, najlepsza droga do zmian na Białorusi, okazały się niemożliwe do wprowadzenia ze względu na opór wewnątrz UE. Wszystko zawiodło.

Pozostaje metoda małych kroków, drobnych gestów i mikrozwycięstw. Praca organiczna zamiast rewolucji.

pisałem półtora tygodnia temu w DGP.

Fot. Stefan-xp, Wikimedia Commons (GNU-FDL).

czwartek, 02 maja 2013, mpotocki
© by Michał Potocki. Białoruś Błękitnooka | Міхал Патоцкі. Беларусь Сінявокая | Михал Потоцкий. Беларусь синеокая | Michał Potocki. Blue-Eyed Belarus | Michał Potocki. Blauäugige Belarus | Міхал Потоцький. Білорусь синьоока 2013

ZOSTAŃ FANEM NA FACEBOOKU

Polecane wpisy

Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...