Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.
Blog > Komentarze do wpisu

Białoruski model gospodarczy

100 tys. rubliSkoro grube księgi mają zazwyczaj tytuły typu Przyczynek do..., a cieniutkie broszurki – Wszystko na temat..., powinienem tej notce nadać tytuł Wszystko o białoruskiej gospodarce. To oczywiście temat-rzeka, więc nie roszczę sobie prawa do całościowej oceny tamtejszego modelu ekonomicznego. Potraktujcie, drodzy czytelnicy, ten wpis jako mocno niekompletną próbę nadania ram dyskusji o systemie gospodarczym Białorusi i odpowiedzi na pytanie, jak coś, co na papierze nie ma szansy funkcjonować, jednak jakoś funkcjonuje.

Władze białoruskie lubią się powoływać na system skandynawski (albo francuski), państwa wysoce opiekuńczego o wysokich podatkach, rozwiniętej demokracji i silnym wolnym rynku. Równolegle nie przeszkadza im to powoływać się na Chiny, chyba doskonałe przeciwieństwo Skandynawii z dzikim kapitalizmem, brakiem systemu emerytalnego i wszechwładzą partii władzy, już tylko nominalnie komunistycznej. Dowód? Poniższe dwa cytaty. Pierwszy z biografii autorstwa Roja Miedwiediewa pt. Aleksandr Łukaszenko. Kontury biełorusskoj modieli (BBPG, Moskwa 2010). Drugi – z ubiegłorocznego spotkania prezydenta z redaktorami naczelnymi gazet i agencji prasowych z państw dawnego ZSRR, w tym z przedstawicielem RIA Nowosti. Barwny, jak to zwykle u Łukaszenki bywa :).

„Jak by pan opisał gospodarczy model Białorusi?” – zapytali kiedyś Alaksandra Łukaszenkę przybyli do Mińska dziennikarze brytyjskiej agencji informacyjnej Reuters. „Jeśli wziąć pod uwagę wysoki stopień ochrony socjalnej naszej ludności – odpowiedział A. Łukaszenka – to tę gospodarkę i politykę można nazwać socjalistyczną (...). Wychodzimy z założenia, że nieważne, jaki kolor ma kot, ważne, by myszy łowił (...)”. Prezydent A. Łukaszenka świadomie powtórzył tu słowa Dèng Xiǎopínga z jednego z chińskich powiedzeń, aby podkreślić podobieństwo modeli gospodarczych Chin i Białorusi.

Jeśli mediom cokolwiek się dziś podoba, to to, co kiedyś nazywali kapitalizmem. Dzisiaj niby zostaliśmy wszyscy kapitalistami, panami, a nie towarzyszami. Mnie też czasem panem nazywają. Ja mówię: pan z wami, ale ja panem nie jestem dlatego, że aby być panem, trzeba być majętnym, bogatym człowiekiem (...). Chciałbym, żebyśmy u nas na Białorusi, używając tradycyjnych pojęć, zbudowali socjalizm. Ale nie taki socjalizm, jaki budowaliśmy w Związku Sowieckim i studiowaliśmy z podręcznikami. Nie, to, co robimy, to coś wzięte z Francji.

Ani jedno, ani drugie nie jest do końca prawdą. W Skandynawii wysoki poziom redystrybucji jest równoważony otwartą polityką inwestycyjną i niskim poziomem ingerencji państwa w gospodarce (Ikea nie jest przecież państwowa). W Chinach państwo jest w gospodarce silnie obecne, ale nie przekłada się to na wysoki poziom troski o obywateli. Dla Białorusi tymczasem najlepszym chyba określeniem jest neokomunizm, o którym w innym konteście pisał pierwszy przywódca niepodległej Białorusi Stanisłau Szuszkiewicz (Stanisław Szuszkiewicz, Nieokommunizm w Biełarusi: idieołogija, praktika, pierspiektiwy, Skif, Smolensk 2002).

Prawie 3/4 białoruskiego PKB generuje sektor państwowy. To przede wszystkim wielkie, pamiętające czasy ZSRR molochy chemiczne, metalurgiczne, maszynowe. Takie jak Biełaruśkalij, jeden z największych na świecie producentów nawozów sztucznych i wydobywców soli potasowych, o którym pisałem tutaj, MAZ, BiełAZ czy Hrodna-Azot. Państwo przeważa nawet w rolnictwie. Wciąż istnieją kołchozy (po białorusku nazywane kałhasami), a ziemia pozostaje własnością państwa.

Państwo inwestuje też w rozwój tzw. ahraharadków, miasteczek agrarnych, które mają stanowić nową, lepszą formę kołchozów. Także w tym przypadku widać przewagę modelu rynkowego; gospodarstwa indywidualne uprawiając 15 proc. gruntów wytwarzają 40 proc. produkcji. W zarządzaniu widać ślady dawnych przyzwyczajeń. Rząd reguluje ceny niektórych produktów, uznając je za strategiczne. Pewnym zaskoczeniem natomiast może być fakt, że wszyscy Białorusini pracują na umowach, które u nas nazwalibyśmy śmieciowymi (choć zarazem oficjalne bezrobocie nie przekracza 1 proc.). System kontraktowy zakłada, że pracownicy zawierają z pracodawcami umowy na rok, dwa, najwyżej trzy lata. To jeden ze środków dyscyplinowania pracowników, obok istnienia w każdej dużej firmie dyrektorów ds. ideologii i tłamszenia niezależnych od państwa związków zawodowych.

O ile w sektorze państwowym wciąż panuje wysoki poziom centralnego planowania, o tyle sektor prywatny działa na wolnym rynku. Prywatniki opanowali przede wszystkim handel i usługi (w ponad 80 proc.). Zwłaszcza od czasu liberalizacji białoruskiej gospodarki, przeprowadzonej w drugiej połowie poprzedniej dekady (wówczas na serio rozpatrywano opcję chińską). Przedsiębiorcy mogą zarejestrować firmę w jeden dzień (gorzej z jej wyrejestrowaniem), znacznie uproszczono procedury celne. Problemem pozostaje możliwość nękania firm przez rozliczne instytucje kontrolne, a także nieformalnych nacisków ze strony urzędników i bezpieki, na co skarżą się przedsiębiorcy.

Wysoka popularność Łukaszenki wynika zaś m.in. z zachowania wybitnie wysokiego poziomu dotowania obywateli, o czym pisałem w tekście pt. Ile zarabiają Białorusini. Spadkiem po ZSRR jest też stawianie na ilość, a nie jakość produkcji, co pośrednio tłumaczy wysokie tempo przyrostu PKB. Z obliczeń, które dokonałem dla Dziennika Gazety Prawnej w tekście ZSRR padł dawno temu, Rosja wciąż powstaje wynika, że gospodarka Białorusi w latach 1991–2012 wzrosła łącznie o 89,9 proc. W żadnej innej dawnej europejskiej republice sowieckiej gospodarka nie rosła szybciej. W drugiej pod tym względem Estonii odnotowano wzrost o 59,5 proc., na trzeciej Litwie – o 25,4 proc. W efekcie PKB na osobę znalazło się na poziomie Łotwy (choć przy trzykrotnie niższej średniej pensji).

Z czego ten wzrost wynikał? Głównie z rosyjskich dotacjach energetycznych, które w najlepszych latach dawały Białorusi kopa wartości kilkunastu procent PKB, czterokrotnie więcej niż widoczne przecież nad Wisłą środki unijne, a w 2011, a zwłaszcza w 2010 roku znacznie zmalały. Zacytujmy wspomniany tekst dla DGP:

Rosyjskie wsparcie opłaciło się, jeśli chodzi o czysty wzrost wartości lokalnego PKB (...). (Białoruś – aut.) to państwo europejskie, graniczące z NATO i UE, będące krajem tranzytowym dla rosyjskich surowców, dysponujące nieźle wykształconą siłą roboczą i sporym potencjałem. Stąd większe korzyści finansowe dla państwa Aleksandra Łukaszenki. Z drugiej strony rosyjskie darmowe pieniądze niczym narkotyk uzależniły cztery wymienione stolice od Rosji (chodzi też o Armenię, Kirgistan i Tadżykistan – aut.). Gdy Kreml zaczął przykręcać kurek finansowy dla Białorusi, lokalna gospodarka wypadła z torów i kroczy ku gospodarczej zapaści.

Moskwa dotuje Białoruś z wielu powodów, o których więcej pisałem tutaj. I będzie dotować tak długo, jak długo nie znajdzie rokującego następcy w łonie nomenklatury. Czyli długo :).

Średnia cena gazu ziemnego z Rosji dla Białorusi w 2012 r. wynosiła 168 dol. USA za 1 tys. m sześc. Jeśli porównać ją z ceną dla Ukrainy, równą około 430 dol. USA za 1 tys. m sześc., to przy importowanej objętości rzędu 20,3 mld m sześc. korzyść wyniosła około 5,3 mld dol. USA. W ten sposób tylko dzięki ulgowym cenom surowców energetycznych Republika Białorusi w 2012 r. zaoszczędziła około 10 mld dol. USA (wliczając w to tańszą ropę – aut.).

– pisze na łamach oficjalnego pisma banku centralnego w Mińsku Bankauski wiesnik troje ekonomistów Alaksiej Dajnieka, Dźmitry Bieraśniou i Iryna Kaleśnikawa w tekście pt. Pierspiektiwy funcyonirowanija ekonomiki Biełarusi w sistiemie JeEP i WTO. 10 mld dolarów to równowartość 15,6 proc. PKB, a dzięki tańszej ropie Białoruś może eksportować konkurencyjną benzynę i inne towary ropopochodne. Oto cała tajemnica, w jaki sposób gospodarka nie wywróciła się jeszcze przy dość niskich podatkach i olbrzymich wydatkach socjalnych. Ale jednocześnie przyczyna, dla której Moskwa posiada gigantyczne narzędzie wpływu na Mińsk.

Z jednej strony więc ewentualna transformacja ustrojowa byłaby dla Białorusinów krótkoterminowo znacznie mniej bolesna niż dla Polaków plan Leszka Balcerowicza, bowiem część zmian została już płynnie wprowadzona. Z drugiej jednak, gospodarka jest narażona na spore ryzyko, związane z wejściem w skład Unii Celnej z Rosją i Kazachstanem, a co za tym idzie obniżeniem zewnętrznych stawek celnych zgodnie z wymogami Światowej Organizacji Handlu, przez co białoruskie towary szybko tracą konkurencyjność, towary zalegają w magazynach, a eksport – podstawa wpływów budżetowych Białorusi – maleje. Więcej pisałem o tym w tym miejscu. Co dalej? Pokaże czas – jak piszą kiepscy dziennikarze ;).

Fot. Óðinn, Wikimedia Commons, PD-BY-exempt.

niedziela, 09 czerwca 2013, mpotocki
© by Michał Potocki. Białoruś Błękitnooka | Міхал Патоцкі. Беларусь Сінявокая | Михал Потоцкий. Беларусь синеокая | Michał Potocki. Blue-Eyed Belarus | Michał Potocki. Blauäugige Belarus | Міхал Потоцький. Білорусь синьоока 2013

ZOSTAŃ FANEM NA FACEBOOKU

Polecane wpisy

Komentarze
danekstraszynski
2013/06/09 22:16:47
Ciekawe.
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2014/05/01 12:33:28
Ikea nie jest szwedzka. Jej właściciel miał zarejestrowaną działalność w innych krajach. Tak się robi biznes w Skandynawii.
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...