Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.
poniedziałek, 29 lipca 2013

OdwilżPo dwutygodniowej przerwie przyszedł czas na uporządkowanie wydarzeń, które w tym czasie miały miejsce. A trochę się wydarzyło.

Prezydent Alaksandar Łukaszenka gościł w Chinach, a szef dyplomacji Uładzimier Makiej – w Brukseli. Pierwsza wizyta miała przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Mińsk postrzega Pekin jako atrakcyjne źródło kredytów i inwestycji, które w dodatku o nic nie pyta i niczego nie wymaga, w odróżnieniu od Rosji czy Zachodu. Łukaszenka spotkał się za Wielkim Murem m.in. z nowym prezydentem ChRL Xí Jìnpíngiem, a do domu przywiózł 30 kontraktów o łącznej wartości 1,5 mld dolarów.

Makiej z kolei uczestniczył w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw UE i Partnerstwa Wschodniego, będącym przygrywką do jesiennego szczytu PW w Wilnie. Ministra można było zaprosić do UE, ponieważ wcześniej Rada zawiesiła wobec niego sankcje wizowe, o czym pisałem tutaj. W ramach przygotowań do odwilży Mińsk wysyła pewne konkretne sygnały, w ubiegłym tygodniu sądy orzekły wygaśnięcie wyroków wobec opozycjonistów, którym po 19 grudnia 2010 r. warunkowo odroczono ich wykonanie.

Dla ówczesnego kandydata na prezydenta Uładzimiera Niaklajeua, jego bliskich współpracowników Andreja Dźmitryjeua, Siarhieja Waźniaka i Alaksandra Fiaduty, a także innego kontrkandydata Łukaszenki Witala Rymaszeuskiego oraz Siarhieja Marcaleua (szefa sztabu siedzącego wciąż w turmie Mikoły Statkiewicza) oznacza to m.in. przywrócenie swobody poruszania się, w tym wyjazdów za granicę.

Jednocześnie jednak mieliśmy do czynienia z kilkoma wydarzeniami wbrew trendowi łagodzenia złości Europy pod ogólnym hasłem szpiegomanii. 1 lipca na 1,5 roku więzienia za próbę szpiegostwa został skazany robotnik z Nowopołocka Andrej Hajdukou. Na temat tego wyroku trudno się wypowiadać, ponieważ rozprawa została utajniona, a sam Hajdukou jest postacią nieznaną w kręgach opozycji. Podaje się, że przewodził on Związkowi Młodych Intelektualistów, chociaż o takiej organizacji nikt wcześniej nie słyszał.

Z kolei 27 lipca Łukaszenka poinformował o zatrzymaniu zdrajcy, który miał działać za pośrednictwem Kościoła. Nasza niwa ustaliła, że może chodzić o zatrzymanego księdza Uładzisłaua Łazara, który wśród parafian był znany z odważnych jak na białoruski Kościół kazań. Przypominają się trochę losy księży z czasów PRL, skazywanych za szpiegostwo na rzecz Watykanu. Kulisy sprawy są na razie niejasne, podobnie jak przyczyna wzmożenia akcji wymierzonych w rzekomych szpiegów. Ponieważ wydarzenia te idą wyraźnie wbrew próbom poprawy relacji z Zachodem, można zakładać, iż wynikają one nie tyle z odgórnie narzuconej polityki, ile z rozgrywek wewnątrz służb specjalnych.

Tymczasem 28 lipca odbyły się w Mińsku uroczystości z okazji 1025. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej, do której tradycji Białoruś się odwołuje. Z analogicznych obchodów w Kijowie przybył przede wszystkim – pancernym pociągiem – patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl (Władimir Gundiajew). Poza nim w białoruskiej stolicy spotkali się też zwierzchnicy innych prawosławnych Kościołów: patriarcha Aleksandrii Teodor II (Nikolaos Choreftakis), patriarcha Jerozolimy Teofil III (Ilias Janopulos), katolikos patriarcha Gruzji Eliasz II (Irakli Ghuduszauri-Sziolaszwili), patriarcha serbski Ireneusz (Miroslav Gavrilović), arcybiskup Nowej Justyniany i Całego Cypru Chryzostom II (Irodotos Dimitriu), metropolita warszawski Sawa (Michał Hrycuniak), wreszcie metropolita Całej Ameryki i Kanady Tichon (Marc Mollard). W sumie ośmiu z czternastu zwierzchników istniejących Cerkwi.

Jak widać izolacja Białorusi w świecie cerkiewnym nie funkcjonuje, co władze skrzętnie wykorzystują dla budowy wizerunku kraju jako centrum dialogu religijnego. W czasie poprzedniej odwilży Mińsk usiłował doprowadzić do spotkania patriarchy Cyryla z papieżem Benedyktem XVI, najpewniej w przyszłym roku Białoruś wpadnie na podobny pomysł, by właśnie w Mińsku, na terenie neutralnym, zorganizować historyczne spotkanie zwierzchników rosyjskiej Cerkwi i Kościoła katolickiego. Równolegle Łukaszenka, określający się mianem prawosławnego ateisty, opowiedział się za... reformą liturgii, m.in. skróceniem kazań.

I wreszcie w ramach sezonu ogórkowego. Pamiętacie historię białoruskiej chupacabry, o której pisałem tutaj? Otóż potwór napadający na kury i krowy został właśnie zastrzelony w okolicach Witebska. Wygląda jak zmutowana hiena z przedłużoną szyją, a jego zdjęcie można zobaczyć na lokalnym portalu Kraj.by. Odpytywany przez dziennikarzy weterynarz Aleś Sałaujou, który badał truchło, nie potrafił stwierdzić gatunku zwierzęcia. Sprawa ewidentnie dla Archiwum X :).

Fot. Stefan-xp, Wikimedia Commons (GNU-FDL).

piątek, 12 lipca 2013

Alaksandar ŁukaszenkaW Polsce pokutuje przekonanie, że Białoruś jest jakąś mieszanką Korei Północnej ze Związkiem Sowieckim. Czas rozprawić się z mitem i pokazać, gdzie dokładnie na mapie dyktatur ten kraj się znajduje.

Czytałem właśnie pewien tekst o Turkmenistanie, obok państwa Kim Jong-una chyba najbardziej kuriozalnym reżimie na świecie. Jeden z komentarzy pod spodem głosił, iż w tym państwie jest tak straszna dyktatura, że może być chyba porównywana z białoruską. Celowo nie podaję tytułu tekstu ani źródła, nie chodzi mi o nasyłanie na komentatora hejterów, bo to żadna hańba czegoś nie wiedzieć. Ale połączyłem sobie w myślach treść opinii z opowieścią pewnego mieszkającego w Polsce Białorusina, któremu zdarzyło się odpowiadać na pytania, czy u siebie miał internet, albo jakim cudem zdobył paszport.

Wydawać by się mogło, że dyktatura dyktaturze podobna. W rankingach Freedom House, oceniających poziom przestrzegania praw obywatelskich, Białoruś od zawsze, na równi z Chinami i Kubą, otrzymuje ogólną notę 6,5 w siedmiostopniowej skali, gdzie 7 to Turkmenistan czy Korea Północna. W przypadku praw politycznych jest to dokładnie 7. Otóż trzeba sobie jasno powiedzieć, że jeśli w jakimkolwiek rankingu wychodzi, iż sytuacja w Mińsku jest dokładnie albo prawie dokładnie taka jak w Pjongjangu czy Pekinie, to znaczy że jego metodologia, choćby nawet była amerykańska, jest do bani i warto byłoby wymyślić nową. Ale po kolei.

Represje

Skoro dyktatura, to muszą być represje. Na Białorusi nigdy nie były one represjami masowymi, ślepymi. Nikt nie wsadza ludzi tysiącami do łagrów za żartowanie z władzy. Co najwyżej można mieć z tego powodu problemy w pracy. Represje są punktowe, dotyczą wyłącznie ludzi zaangażowanych w działalność opozycyjną. Najbardziej masowy charakter przybrały po wyborach w 2006 i 2010 roku, gdy do aresztów trafiło kilkaset osób. Obecnie na Białorusi wyroki odsiaduje kilkunastu więźniów politycznych. Nawet w kandydującej do UE Turcji jest ich więcej.

Co więcej, gdy już władze zdecydują się siłą rozpędzić jakąś manifestację, używają do tego pałek i siły fizycznej, a nie broni gładkolufowej, gazu czy armatek wodnych (choć te ostatnie metody milicjanci poznawali np. na szkoleniach organizowanych przez niemiecką policję), nie mówiąc o ostrej amunicji. Efektem są siniaki, połamane ręce, ale nie zabici, w przeciwieństwie do wydarzeń w Mołdawii czy Armenii, również uczestniczących w programie Partnerstwo Wschodnie.

Ofiary śmiertelne

W 1999 i 2000 roku zaginęły bez wieści cztery osoby, w tym dwóch popularnych polityków opozycji: eksszef komisji wyborczej Wiktar Hanczar i były szef MSW płk Jury Zacharanka. Najpewniej padły ofiarami szwadronów śmierci, które wcześniej w podobny sposób usunęły kilku wysoko postawionych mafiosów. Konto władz obciąża także śmierć kilku osób, które nękane przez różnych funkcjonariuszy popełniły samobójstwo.

Działalność polityczna

W przeciwieństwie do Chin czy Arabii Saudyjskiej, na Białorusi funkcjonują oficjalnie zarejestrowane, opozycyjne partie polityczne. Działają dwie prawicowe partie wywodzące się z Białoruskiego Frontu Ludowego, są liberałowie Anatola Labiedźki i postkomuniści Siarhieja Kalakina. Legalnie działa też ruch O Wolność Alaksandra Milinkiewicza. Oczywiście, partie te nie są mile widziane, jest problem z rejestracją nowych (Białoruska Chrześcijańska Demokracja od lat próbuje się zarejestrować), a stare miewają często kłopoty z najmem lokali czy znalezieniem drukarni.

Ale działają, mają siedziby, organizują zjazdy, uczestniczą (albo nie) w kampaniach wyborczych. Z drugiej strony wybory są fikcją, zwycięscy kandydaci są z góry znani, a z analiz statystycznych (np. rozkładu Gaussa) wynika, że ogłaszane wyniki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Głosowania nie są więc podkręcane na sposób rosyjski, ale fałszowane od góry do dołu, a jeśli ktoś w ogóle liczy głosy, to tylko po to, by władza znała realną skalę swojej popularności.

Bardziej ryzykowna jest działalność w imieniu organizacji niezarejestrowanej (czyli np. BChD), za co grozi odpowiedzialność karna. Faktycznie jednak od 2009 roku nikogo z artykułu 193.1 kk nie skazano. Chociaż w czerwcu wytoczono z niego sprawę Alaksiejowi Szczudrynowi, który z pobudek religijnych zorganizował, bez żadnych zgód, w małej wsi niedaleko Grodna przytułek dla bezdomnych.

Media

Opozycyjne gazety (Nasza niwa, Narodnaja wola i Swobodnyje nowosti plus) od końca 2008 roku, gdy wróciły do państwowej dystrybucji, można dostać w każdym kiosku w Mińsku. Na prowincji jest z tym oczywiście gorzej. Ich dziennikarze mają problemy z dotarciem do informacji, bywają wsadzani do aresztów, a same gazety muszą się drukować po zawyżonych cenach. Ale funkcjonują. Można też sobie zainstalować talerz i odbierać nadający z Polski Biełsat. Ostatnio pojawiły się informacje o możliwym zakazie instalowania anten satelitarnych, ale szybko się okazało, że zakaz miałby dotyczyć jedynie fasad bloków stojących przy głównych ulicach i w zasadzie nie wiadomo, co to dokładnie znaczy ani jak miałby być on egzekwowany.

Internet

Internet jest śledzony przez służbę o nazwie Centrum Operacyjno-Analityczne, podporządkowane ludziom prezydenckiego syna Wiktara Łukaszenki. Ale przynajmniej od czasu Edwarda Snowdena wiemy, że tym samym zajmują się też służby państw demokratycznych. Co do zasady sieć nie jest natomiast blokowana ani nie ogranicza się dostępu do konkretnych stron, jak Facebook, YouTube czy Twitter (w przeciwieństwie do Chin czy niektórych państw islamskich). Internet odłącza się jedynie czasami, np. w wieczór wyborczy, by utrudnić opozycji organizowanie się. W budynkach użyteczności publicznej bywają z kolei blokowane strony antyrządowych mediów. Ale w domu czy na własnej komórce każdy może surfować do woli.

Gospodarka

3/4 gospodarki jest nadal w rękach państwa, zaś robotnicy, by nie podskakiwali, są zatrudniani na roczne, a najwyżej trzyletnie kontrakty. Ale jeśli ktoś chce się sprawdzać biznesie, droga wolna. Rejestracja firmy jest prostsza niż w Polsce, podatki są relatywnie niskie, jedynie liczba rozmaitych instytucji kontrolnych (i groźba wpadnięcia w oko jakiemuś pazernemu kadebiście) potrafi odstraszyć mniej odważnych.

Życie religijne

Kościoły wypracowały z władzami swoisty modus vivendi oparty na biblijnej zasadzie apodote oun ta Kaisaros Kaisari kai ta tou Theou to Theo (oddawajcież tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest Bożego, Bogu). W przeciwieństwie do państw muzułmańskich czy komunistycznych nie ma barier dla wyznawania ani głoszenia wiary bądź ateizmu. W zamian Kościoły nie krytykują specjalnie systemu. Problemy miewają za to niektóre nowe odłamy protestantyzmu, jak kościół Nowe Życie.

***

Nie mam zamiaru bronić systemu politycznego Białorusi, zwłaszcza że nie chce go bronić nawet szereg funkcjonariuszy reżimu średnio-wyższego szczebla (oczywiście nieoficjalnie). Ale Białoruś nie jest krwawą dyktaturą typu Korei Północnej. Być może Alaksandar Łukaszenka po prostu nie musiał brać za twarz współobywateli, bo wystarczyły punktowe represje, by zastraszyć resztę.

A być może – tego nie wiemy, choć niewykluczone, że kiedyś się dowiemy – nie chciał, tak jak prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma, który podczas pomarańczowej rewolucji nie zdecydował się na wysłanie czołgów na ulice, bo w przeciwieństwie do Jaruzelskiego nie chciał przejść do historii jako ten, który przelał krew rodaków.

Przede wszystkim warto natomiast zachować rozsądek w ocenach. Przesada nie dodaje wiarygodności jej głosicielom.

Fot. Wikimedia Commons, PD.

wtorek, 09 lipca 2013

100 tys. rubli6 lipca 2011 roku Białoruś przystąpiła do Unii Celnej, utworzonej pięć dni wcześniej przez Rosję i Kazachstan. Po dwóch latach korzyści z UC brak, za to straty są, i to znaczące. Pisaliśmy o tym z Nino Dżikija we wczorajszym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej. Na blogu – krótkie omówienie tekstu.

Przypomnijmy: UC to fundament, na którym prezydent Władimir Putin zamierza budować nową, lepszą strukturę integracyjną, czyli Unię Euroazjatycką. Moskwie brakuje jednak bodźców, które mogłyby zachęcić sąsiadów do takiej integracji. Armenię i Ukrainę kusi się co prawda tańszym gazem, ale na tym korzyści się w zasadzie kończą. Przekonała się o tym Białoruś, która w dodatku nie dostała zniżki na gaz, bo już nią dysponowała :).

Pod koniec czerwca doszło do strajku na największych białoruskich bazarach. Tak dużych manifestacji nie było tu od kryzysu walutowego przed dwoma laty. Drobni handlarze protestowali przeciwko certyfikatom, które od 1 lipca mieli obowiązkowo wyrabiać w związku z harmonizacją przepisów w ramach UC (...). Dla drobnych importerów oznacza to poważny wzrost kosztów prowadzenia biznesu.

Kupcy osiągnęli mały sukces: choć ich przywódca Anatol Szumczanka dostał pięć dni aresztu, rząd przesunął datę wprowadzenia certyfikatów na 1 listopada. Ale to niejedyne problemy miejscowego biznesu. Gdy przed rokiem Rosja weszła do Światowej Organizacji Handlu, musiała obniżyć wiele stawek celnych pobieranych na zewnętrznej granicy UC. W efekcie import stał się tańszy, a rykoszetem dostali producenci z Białorusi i Kazachstanu. Udział fabryki autobusów MAZ na rynku rosyjskim skurczył się z 13 proc. do 7 proc. Nad Świsłoczą zapasy największych fabryk tylko w tym roku wzrosły o ponad połowę (...).

Do tego drastycznie wzrosły ceny na samochody z Zachodu. Kto mógł, ten kupił sobie np. pięcioletniego volkswagena przed podwyżką ceł wwozowych i wprowadzeniem innych opłat w 2011 roku (i faktycznie gruntowną zmianę autoparku widać było na Białorusi gołym okiem). Kto przegapił okazję, ten jest skazany na łady. Więcej o skutkach wprowadzenia Unii Celnej, nie tylko dla Mińska, w tekście źródłowym.

Fot. Óðinn, Wikimedia Commons, PD-BY-exempt.

piątek, 05 lipca 2013

Mohylew3 lipca Białoruś obchodziła święto niepodległości, które ani nie dla wszystkich jest świętem, ani nie do końca dotyczy niepodległości. Z tej okazji prezydent Alaksandar Łukaszenka uroczyście otworzył płoszczę Dziarżaunaha Ściaha, plac Flagi Państwowej, a na 70-metrowym maszcie załomotał ważący 25 kg sztandar o rozmiarach 14 na 7 metrów.

Święto, niespecjalnie uznawane przez środowiska opozycyjne, które wolą 25 marca i rocznicę ustanowienia Białoruskiej Republiki Ludowej, upamiętnia 3 lipca 1944 roku, gdy armia sowiecka odbiła zniszczony doszczętnie Mińsk z rąk Wehrmachtu. W całym mieście ocalało ponoć jedynie 70 budynków, co potem skrzętnie wykorzystano do zbudowania nowego, wzorcowego socrealmiasta praktycznie od podstaw.

Żaden to więc dzień niepodległości, bo – nawet gdyby traktować sowiecką Białoruś jako niepodległe państwo – powstała ona przecież dwie i pół dekady wcześniej. Z drugiej strony nazwa ta podkreśla znaczenie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w odziedziczonej po dawnych czasach państwowej ideologii. To w walce z niemiecko-faszystskimi zachwatczikami wykuwał się nowy, sowiecki naród.

Przedwczoraj prezydent oficjalnie otworzył plac, który osobiście betonował podczas kwietniowego czynu społecznego, o czym pisałem tutaj. Na tego typu święta do różnych państw często przyjeżdżają sojusznicy, do Polski np. wpada czasem prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė, o ile akurat nie zdecyduje się strzelić focha i jednak nie przyjechać ;). Łukaszence towarzyszył tym razem sekretarz generalny Komitetu Centralnego Laotańskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, a w wolnej chwili prezydent tego kraju Choummaly Sayasone.

Plac musi robić wrażenie (nie byłem, ale się wybieram): na planie okręgu o 50-metrowej średnicy, obok gmachu hali targowej Biełekspa i niedaleko budowanej właśnie rezydencji prezydenta. Gigantyczne maszty z flagami nie są autorskim pomysłem Białorusi, podobne znajdują się w Skopje, Baku czy Duszanbe (ten ostatni ma 170 metrów i jest najwyższy na świecie). Na płoszczy Dziarżaunaha Ściaha znajdują się też granitowe pomniki z herbami siedmiu największych miast Białorusi, a więc także z Pogonią, dawnym godłem Wielkiego Księstwa Litewskiego, za które w innych kontekstach milicja goni, ale która uchowała się w herbie Mohylewa (na zdjęciu na górze).

À propos budowanej właśnie rezydencji prezydenta, Pałacu Niepodległości, kilka tygodni temu niezależne media zauważyły, że ekipa budowlana umieszcza na niej litery z rosyjskojęzyczną nazwą budynku (Dworiec niezawisimosti). Zrobił się szum, litery zdjęto i zamiast tego na rezydencji możemy przeczytać wersję białoruską: Pałac niezależnasci. To dowód, że nawet w warunkach białoruskich społeczeństwo obywatelskie może wpłynąć na zmianę decyzji władz, w drobnej co prawda, ale symbolicznie ważnej sprawie. Politolodzy nazywają takie kraje reżimami hybrydalnymi, w odróżnieniu od klasycznych dyktatur.

PS: spytałem pewną opozycyjnie nastrojoną Białorusinkę, czy podoba jej się idea tak wielkiej flagi. Jak już będzie na tym maszcie powiewać bieł-czyrwona-bieły, będzie pięknie... – odpowiedziała.

Fot. Kažemaks, Wikimedia Commons, PD.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...