Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.

Kultura

środa, 15 stycznia 2014

Teatr im. KupałyDzisiaj w Mińsku wielki dzień. Oto w Narodowym Teatrze Akademickim im. Janki Kupały pierwsza w historii niepodległej Białorusi premiera Pana Tadeusza Adama Mickiewicza w reżyserii Mikałaja Pinihina. Białorusini postrzegają Mickiewicza jako swojego rodaka. Może i pisał po polsku, ale rodem był przecież z Nowogródka.

Nie stawiam sobie wielkich celów artystycznych. To projekt edukacyjny. Jak wyjdzie, tak wyjdzie.

– skromnie mówił Pinihin w rozmowie z Naszą Niwą. Poniżej urywek ze spektaklu, który na swoim youtube'owym kanale pokazał Biełsat. Spektaklu, który – dodajmy – został przez widzów entuzjastycznie przyjęty długą owacją na stojąco.


Co prawda nawet przy okazji Pana Tadeusza nie udało się uciec od polityki i ze scenografii tuż przed premierą usunięto szandary z Pogonią, tradycyjnym godłem Białorusi zniesionym już w czasach Alaksandra Łukaszenki po wątpliwym referendum 1995 roku... Tym niemniej postać Mickiewicza tak do końca usunięta z kart historii nie została. Poniżej całkiem udany pomnik, stojący w przyjemnym parku w centrum Mińska.

pomnik Mickiewicz

Kim jest Mickiewicz dla patriotycznie nastawionych Białorusinów? Poetą, który pisał po polsku, a pochodził z Litwy, pod którym to pojęciem rozumiano na początku XIX wieku również dzisiejszą Białoruś. Poniżej cytat z książki lidera chadecji Pawła Siewiaryńca pt. Lublu Biełaruś. 200 fenomenau nacyjanalnaj idei (Instytut biełarusistyki, Wilnia 2008):

Polska sto lat żyła, zachowywała nadzieję i wiarę dzięki Mickiewiczowi. W świecie jego utworów, marzeń, poezji istniała i szlachta, i wolność, i honor Korony. W Polsce Mickiewicza narodzili się i Piłsudski, i Solidarność, i Karol Wojtyła. Ale jego największy utwory – Dziady i Pan Tadeusz – na zawsze nam zachowają epickie obrazy tejże Wielkiej Litwy, tejże Białorusi...

I mniej patetyczny urywek z książki Uładzimiera Arłoua Kraina Biełaruś. Ilustrawanaja historyja (Kalligram, Bratislava 2012):

Zgodnie z charakterem swojej twórczości członkowie towarzystwa filomatów i filaretów byli romantykami, którzy od dzieciństwa znali język prosty (białoruski). Większość z nich pisała głównie po polsku, ale podkreślali oddanie swojej ojczyźnie Litwie-Białorusi. Niestety, nie zachowało się białoruskojęzyczne dziedzictwo naszego wielkiego rodaka Adama Mickiewicza, ale tematy i obrazy jego poezji były przeniknięte życiem, historią, folklorem i przyrodą Białorusi, rodzinnej dla genialnego poety Nowogródczyzny.

I na koniec wszystkim nam znana inwokacja z Pana Tadewusza (cała książka pod tym linkiem) w tłumaczeniu Piatra Bitela (w spektaklu w Mińsku korzysta się z innego przekładu). Tym razem złamiemy zasady pisowni i, żeby łatwiej dawało się wyróżnić liczbę sylab w wersach, zastosujemy dla zapisu charakterystycznego dla języka naszych sąsiadów u niezgłoskotwórczego literę ŭ. Czyta się ją tak, jak u w wyrazie auto.

Litwa! Ty, jak zdaroŭje ŭ nas, maja Ajczyna!..
Szto warta ty, acenić toj należnym czynam,
Chto ciabie ŭtraciŭ. Woś krasu twaju żywuju
Znoŭ baczu i apiswaju, bo skroź sumuju.
Świataja dziewa, szto baronisz Czanstachowu
I ŭ Wostraj bramie świecisz, szto ŭziała ŭ achowu
Nasz słaŭny Nawahrudak z dobrym wiernym ludam,
Jak mnie żyćcio ŭ dziacinstwie ty wiarnuła cudam,
(Kali ŭ adczai maci pad twaju apieku
Mianie zdała, i miortwaje ja ŭzniaŭ pawieka
I zrazu zmoh pajści k twaich światyń parohu
Za wiernutyja siły dać padziaku Bohu),
Tak cudam znoŭ nas wierniesz na Ajczyny ŭłońnie.
Tym czasam pieranoś duch sumny moj siahońnia
U kraj lasnych uzhorkaŭ i łuhoŭ duchmianych,
Szyroka nad błakitnym Niomnam razasłanych,
Da kalarowych niŭ, dzie żyta sierabrycca
I załaczonaja kałyszacca pszanica,
Dzie hreczka, byccam śnieh, świrepka, jak bursztyny,
I dziacielnik haryć rumiancami dziaŭczyny,
A na miaży, szto stużkaj abwiła paletki
Maŭkliwa hruszy cichija pasieli zredku.

Fot. Michał Potocki (pomnik), Nacyjanalny akademiczny teatr imia Janki Kupały.

sobota, 18 maja 2013

EurowizjaEurowizja może i jest festiwalem kiczu i tandety, ale białoruskie media żyją dzisiejszym konkursem od kilku tygodni. Jest w tym chyba jakaś forma szukania uznania na zewnątrz, potrzebnego obu stronom białoruskiej barykady. Zresztą także tutaj trudno uniknąć polityki. Tegoroczna przedstawicielka Białorusi na konkursie w Malmö, prezydencka ulubienica Alena Łanska, miała stać się gwiazdą Eurabaczańnia już przed rokiem. Tyle że mało uczciwą drogą.

Gdzie nie zajrzeć, czy to na portal opozycyjnego tygodnika Nasza Niwa, czy do prezydenckiej gazety Sowietskaja Biełorussija – Biełaruś Siegodnia, czy też na zachowujący dystans do obu obozów portal Tut.by, w oczy biją newsy o Łanskiej. W ostatnim tygodniu mogliśmy się dowiedzieć, czy piosenkarka nie przestała czasem odbierać telefonów od dziennikarzy (trochę przestała), ile kosztuje jej sukienka (10 tys. euro) i ilu wywiadów udzieliła po pierwszej próbie w Szwecji (ponad czterdziestu). Były relacje live z obu półfinałów i zdjęcia najlepszej białoruskiej tenisistki Wiktoryi Azaranki, która kibicować Łanskiej przyjechała ze swoim bojfrendem. Gdyby na Białorusi był TVN24, na pasku właśnie leciałaby pewnie informacja, że Łanska zjadła śniadanie. No, ale na Białorusi nie ma TVN24.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że o dzisiejszym finale Eurowizji zdążył się już wypowiedzieć prezydent Alaksandar Łukaszenka, tym razem podczas spotkania ze studentami mińskiego uniwersytetu... rolniczego:

Ja być może nawet bardziej niż wy przeżywam ten konkurs, chociaż świetnie rozumiem, co tam się dzieje, choć dla wielu z was to tajemnica. Wiem, że to absolutnie nieobiektywny konkurs. Dowolne państwo, jeśli trzeba, może dać ci dowolną liczbę punktów, a wszystko, co wy tam widzicie na ekranie, te punkty i tak dalej, to wszystko fikcja, show. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żebyśmy wygrali go my, Białorusini.

Sama Łanska miała startować w konkursie już w zeszłym roku, tyle że – jak się okazało – jej zwycięstwo w krajowych eliminacjach było dziełem fałszerstwa. Wyniki zostały podkręcone tak, aby wyeliminować najgroźniejszego konkurenta Łanskiej, grupę Litesound. Zrobił się szum i w konsekwencji głosowanie w eliminacjach Eurafest odfałszowano, a do Baku pojechał faktycznie zwycięski zespół, który zresztą do tej pory domaga się wszczęcia śledztwa przeciwko winnym sfałszowania eliminacji. Zwłaszcza, że póki co z pracy wyleciał jedynie... producent telewizyjnej relacji z Eurafestu.

Tymczasem zdaniem muzyków Litesound wina leży znacznie wyżej. Łanska mogła się bowiem pochwalić wcześniejszą wygraną na sztandarowym festiwalu łukaszenkowskiej Białorusi, Słowiańskim Bazarze w Witebsku, po którym została ulubienicą prezydenta. Także dlatego, że 27-latka wywodzi się z Mohylewa, a karierę zaczynała na dożynkach w Szkłowie, z którego pochodzi Łukaszenka. Zaś grupę Litesound po udanym odbiciu pierwszego miejsca spotkały represje i czarna lista. Grupa zniknęła z państwowego radia i telewizji, i od dziewięciu miesięcy nikt się z tego nieformalnego zakazu prezentacji nie wyłamał. Zwycięstwa nad prezydenckimi faworytami nie są dobrze widziane.

A na koniec, z kronikarskiego obowiązku, piosenka Solayoh, z którą startuje dzisiaj Alena Łanska, najmłodsza w historii kraju posiadaczka tytułu Zasłużonego Artysty Białorusi.


Fot. AxG, Wikimedia Commons (cc-by-sa-3.0,2.5,2.0,1.0).

środa, 08 maja 2013

Kastuś Kalinouski150-lecie powstania styczniowego zbiegło się w tym roku ze 175. rocznicą urodzin Kastusia Kalinouskiego, który działaniami rebeliantów dowodził na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego jako pełnomocnik rządu narodowego w Warszawie. Na dzisiejszej Białorusi Kalinouski nie należy do bohaterów władz. Co innego w czasach sowieckich; wówczas widziano w nim przede wszystkim orędownika interesów chłopów w kontrze do tyranii caratu.

Wróciłem właśnie z Domu Białoruskiego w Warszawie, gdzie zaprezentowano film Kastuś Kalinowskij o powstańcach 1863 roku. Niemy (plansze z dialogami po rosyjsku), produkcji Biełdziarżkina z 1927 roku, jak reklamowali organizatorzy – pierwszy białoruski film wojenny. W roli tytułowej – sekssymbol kina niemego lat 20. (choć, jak słusznie zauważył jeden z widzów, w Związku Sowieckim nie było seksu) a później Bohater Pracy Socjalistycznej, Ludowy Artysta ZSRR i trzykrotny zdobywca Nagrody Stalinowskiej Nikołaj Simonow. To ten przystojniak z plakatu, u boku którego stoi rosyjska aktorka Tatjana Bułach-Gardina, grająca narzeczoną dowódcy powstańców Maryję Jamant. Reżyseria: Władimir Gardin, prywatnie mąż Tatjany.

Film kończy się sceną wykonania wyroku śmierci na Kalinouskim przez żołnierzy wileńskiego generał-gubernatora Michaiła Murawjowa. Co bardziej lojalistycznie nastawieni białoruscy historycy, a przede wszystkim białoruscy ideolodzy to w Wieszatielu widzą dziś wzór cnót państwowych, choć gwoli sprawiedliwości należy dodać, że i w oficjalnym nurcie da się znaleźć historyków broniących tradycji paustańnia Kastusia Kalinouskaha, a w samym Mińsku ma on swoją ulicę i pomnik.

W filmie, żeby było poprawnie ideologicznie, Kalinouski zdąży się jeszcze pod szubienicą zwrócić do ludu tymi słowy:

Słyszysz, Białorusi? Wierzę, że będzie wolna Białoruś pracujących, robotników i chłopów!

I oto zdarza się cud (choć nie takie cuda robili radzieccy specjaliści): film o zabitym liderze przegranego powstania kończy się happy endem w postaci planszy zamykającej, głoszącej, że marzenie Kalinouskiego i styczniowych powstańców spełniła po latach Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa. Mimo to – jak opowiadała współorganizatorka pokazu, młoda poetka Walaryna Kustawa – krytyka wytknęła twórcom filmu niedociągnięcia ideologiczne (szlachta może i bije chłopów, ale jej część przecież także walczy ze złym caratem) i przesadny białoruski patriotyzm (a stąd, jak później odkryje sowiecka machina propagandowa, o krok do nieznanego wówczas szerzej faszyzmu).

Na tym się jednak na szczęście dla reżysera i aktorów skończyło. 1927 rok był jeszcze rokiem względnie ograniczonych represji, jednym z ostatnich chwil tzw. korienizacyi, w ramach której zachęcano nierosyjskie republiki ZSRR do rozwijania i umacniania własnej kultury narodowej. Za dwa lata ta specyficzna swoboda się skończy. Ale to już zupełnie inna historia.

Fot. Biełdziarżkino, Wikimedia Commons.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Żywie BiełaruśTraf chciał, że debiut bloga zbiegł się w czasie z premierą filmu Żywie Biełaruś w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza. Lud miast i wsi będzie mógł go obejrzeć od 19 kwietnia, czyli od jutra. Ja miałem możliwość zobaczyć go już wczoraj. To film z gatunku nie tyle wybitnych, ile ważnych.

Miron Zacharka, muzyk popularnej rockowej kapeli ForZa, zostaje palitpryzyunikiem, czyli powołanym do wojska z pobudek politycznych. Komisja wojskowa ignoruje w dodatku schorzenia, które teoretycznie powinny Zacharkę z tegoż wojska eliminować. Raczej przez nieporozumienie – artysta wcześniej nie przejawiał wielkich ciągot opozycyjnych. W tym miejscu można dodać, że samo nazwisko Zacharki niekoniecznie zostało wybrane ot tak, z książki telefonicznej. Nawiązuje chyba do Wasila Zacharki, przed II wojną światową wieloletniego przywódcy narodowej emigracji białoruskiej w Pradze.

Takich palitpryzyuników jak Miron swego czasu na Białorusi trochę się pojawiło, zwłaszcza pod koniec poprzedniej dekady. Wśród nich był np. jeden z przywódców Młodego Frontu Iwan Szyła czy Franak Wiaczorka, syn dawnego szefa równie opozycyjnej Partii BNF Wincuka Wiaczorki (opozycyjnych organizacji jest mnóstwo; niedługo napiszę po nich mały przewodnik). Wiaczorka junior jako współautor scenariusza podzielił się z filmowym Zacharką własną historią.

On też zza murów jednostki wojskowej dzielił się swoimi wojskowymi przeżyciami na blogu, który zdobył w kręgach alternatywnej młodzieży sporą popularność. Również zetknął się z falą, absurdami życia armijnego, ale i represjami za uparte używanie języka białoruskiego (nie zdradzając zbyt dużej liczby szczegółów samego filmu dodam tylko, że upór zupełnie na marne nie poszedł). Nie przeszedł natomiast w wojsku podobnej do Zacharki przemiany; trafił do niego w końcu jako w pełni ukształtowany antyrządowy prawicowiec.


To pierwszy taki obraz w historii (częściowo) białoruskiego kina, ważny, nieźle pokazujący punktowy, wybiórczy charakter represji politycznych za Bugiem. A strona artystyczna? Na Oscara film raczej nie ma co liczyć, są pewne niedoróbki scenariuszowe, gra nie każdego z aktorów porywa i przekonuje. Choć są i pochwały: np. dla naszej Karoliny Gruszki za opanowanie białoruskojęzycznych kwestii. A i odtwórca głównej roli Dźmitry Papko radzi sobie więcej niż przyzwoicie.

Papko do tej pory był szerzej znany jako raper Vinsent. Niżej jeden z moich ulubionych jego kawałków: Boh. Radzima. Wola (Bóg. Ojczyzna. Wolność). Do filmu też pasuje :).

Już dziś zresztą wiadomo, że w jego przypadku historia Zacharki może okazać się prorocza; Papko prawdopodobnie zasili szeregi emigracji politycznej. Problemy ma też odtwórca roli ministra obrony Anatol Kot. Gdy okazało się, w jakim filmie ten 39-letni aktor ma zagrać, państwowy Biełaruśfilm zerwał z nim kontrakt.

Poważnym atutem filmu jest muzyka. Lawon Wolski to uznana na Białorusi firma, niegdyś lider znanej i w Polsce kapeli N.R.M. Wolski ma niezwykłą łatwość pisania melodii, porównałbym go pod tym względem do naszego Grabaża z Pidżamy Porno. Kawałek promujący film Żywie Biełaruś pt. Krainy niama (Ten kraj nie istnieje) ma szansę stać się kolejnym hymnem.

Fot. screenshot z YouTube.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...