Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.

Wojskowość

czwartek, 26 września 2013

Zapad-2013Jedne z największych rosyjsko-białoruskich ćwiczeń wojskowych ostatnich lat, Zapad-2013, zakończone. Rosjanie wspólnie z sojusznikami tradycyjnie poćwiczyli zajmowanie państw bałtyckich z morza, lądu i powietrza. Sprawdzono stopień integracji obu państw. Na polu boju nasi wojskowi od dawna mówią jednym językiem – zapewniała nieco na wyrost rządowa Rossijskaja gazieta. Białorusini zaś po raz pierwszy wypróbowali na polu „walki” własnej produkcji drony.

Pierwszy ciekawy wątek to liczba żołnierzy. Początkowo obie strony zapewniały, że w manewrach w sumie weźmie udział 12,9 tys. żołnierzy. To liczba nieprzypadkowa; rzućmy okiem na podpisany na szczycie OBWE w Stambule Dokument Wiedeński 1999 r. o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa, a konkretnie jego punkt 47.4:

Opisywane powyżej działania (chodzi o ćwiczenia wojskowe – red.) podlegają obserwacji, jeśli liczba zaangażowanych żołnierzy dorównuje lub przekracza 13 tys. lub gdy liczba zaangażowanych czołgów dorównuje lub przekracza 300 (...).

Innymi słowy setka żołnierzy więcej i na Białoruś oraz do obwodu kaliningradzkiego obowiązkowo musieliby pojechać obserwatorzy z innych państw OBWE, w tym oczywiście członków NATO. Później okazało się jednak, że liczba 12,9 tys. dotyczy jedynie białoruskiej części ćwiczeń, tymczasem na terytorium Rosji oraz na Morzu Bałtyckim ćwiczyły kolejne tysiące. Agencja ITAR-TASS podała, że w manewrach wzięły jednak udział w sumie ponad 22 tys. wojennosłużaszczich. Do tego do Grodna na finisz ćwiczeń przyleciał prezydent Władimir Putin, a także przedstawiciele sojuszników: minister obrony Armenii Sejran Ohanjan i szef tadżyckiego odpowiednika BBN Abdurahim Kahhorow.

Mimo to nie były to wcale największe manewry ostatnich lat. W lipcu tego roku na Syberii Rosjanie zgromadzili 80 tys. wojskowych, a drugie tyle postawiono w stan gotowości bojowej. I to właśnie były największe ćwiczenia od rozpadu ZSRR. Jest się czego bać? Cóż, trudno zignorować fakt, że Moskwa wydaje obecnie na armię dwunastokrotnie więcej niż wydawała, gdy Putin dochodził na przełomie wieków do władzy. Trudno też zapomnieć 2008 rok, co zresztą przypominali bałtyccy politycy.

Bałtowie mają świeżo w pamięci wojnę w Gruzji, która zaczęła się tuż po zakończeniu manewrów „Kawkaz-2008”, w których wzięło udział 8 tys. żołnierzy. Tamte ćwiczenia były próbą generalną przed atakiem na południowego sąsiada.

– pisałem na inaugurację ćwiczeń na łamach Dziennika Gazety Prawnej. Minister obrony Litwy Juozas Olekas nie miał wątpliwości, że manewry i tym razem są wymierzone w sąsiadów, z kolei wiceszef sztabu estońskich sił zbrojnych ppłk Eero Rebo zauważył w rozmowie z Postimeesem, że zazwyczaj na potrzeby ćwiczeń nie przeprowadza się tak szeroko zakrojonej mobilizacji. Specjalista Ośrodka Studiów Wschodnich do spraw wojskowości Andrzej Wilk pisze z kolei tak:

Scenariusz i charakter ćwiczeń „Zachód 2013” nie pozostawiają wątpliwości, że rosyjsko-białoruskie zgrupowanie szkoli się w zakresie prowadzenia regularnych działań zbrojnych, a potencjalnym przeciwnikiem są graniczące z Rosją i Białorusią państwa NATO.

Ciekawe wnioski zawarło w raporcie, który wyciekł do mediów, ministerstwo obrony w Wilnie:

W czasie tych intensywnych przedsięwzięć wojskowych możliwe są zamierzone i niezamierzone naruszenia granicy państwowej i przestrzeni powietrznej Litwy, a także incydenty. Aktywność wojskowa Rosji na odcinku zachodnim jest oceniana jako demonstracja siły.

Czyli ostro. Tym bardziej, że równolegle w Osetii Południowej jest wytyczana w terenie granica z Gruzją, co z grubsza polega na tym, iż Osetyjczycy do spółki z Rosjanami rozciągają drut kolczasty wzdłuż linii demarkacyjnej, tu i ówdzie – nie zważając na protesty Tbilisi – umiejscawiając go już na terenie Gruzji właściwej, na co na forum ONZ skarżył się dzisiaj prezydent Micheil Saakaszwili.

O incydentach na razie nie słychać. W jutrzejszym wydaniu oficjalnego organu białoruskiego resortu obrony Wo sławu rodiny. Biełorusskaja wojennaja gazieta (a co, mamy i jutrzejsze gazety) można za to przeczytać obszerną ocenę ćwiczeń. Sporo insiderskich danych dla analityków wojskowości. Oto podczas ćwiczeń po raz pierwszy wypróbowano białoruskie drony typu Hryf-1 (ros. Grif-1). Bezzałogowy samolot waży 100 kg, może dodatkowo zabrać 30 kg ładunku i ma zasięg 100 km. Dron od 2011 roku był pokazywany na różnych wystawach wojskowych na świecie. Zbiera dobre oceny. Można go zobaczyć tutaj.

W skali kraju to jednak zabawka. Białoruska armia dobrze wygląda na paradach, ale jest niedoinwestowana, a wojskowi mieli poważne problemy, żeby wypełnić zobowiązania co do stanu liczbowego jednostek wykorzystywanych w ćwiczeniach z sojusznikiem. Sięgnięto nawet po rezerwistów. Dalej Andrzej Wilk:

Dla armii białoruskiej ćwiczenia „Zachód 2013” były największym przedsięwzięciem szkoleniowym od dwóch dekad. Bezpośrednio zaangażowano w nie czwartą część potencjału Sił Zbrojnych Białorusi. Biorąc pod uwagę niedostateczne finansowanie sfery wojskowej (wydatki rzędu 0,5 mld USD rocznie; dla porównania tegoroczne wydatki wojskowe Rosji przekraczają 70 mld USD, a Polski 9 mld USD) należy przyjąć, że w ćwiczeniach wzięła udział większość utrzymywanych w sprawności jednostek armii białoruskiej.

Mimo to ćwiczenia Zapad-2013 to swoiste memento także dla twórców naszego budżetu, że na własną armię skąpić nie wolno, a Fukuyamowski koniec historii nie do końca dotyczy naszego regionu. Przedstawiciele państw bałtyckich, co widać wyraźnie z ich ostatnich wypowiedzi, doskonale to rozumieją. Zdaje się, że Warszawa jest w tej kategorii nieco w tyle.

Fot. Pres-służba Prezidenta Respubliki Biełaruś.

wtorek, 23 kwietnia 2013

MinabaronyRano dalekopisy wypluły informację o rosyjskim zamiarze rozmieszczenia na Białorusi w 2015 roku wojskowej bazy lotniczej (politolog Raman Jakauleuski typuje na łamach Biełsatu jej lokalizację w znanej skądinąd Berezie). Nie wierzę, że te plany zostaną zrealizowane, a przynajmniej nie tak szybko. Z co najmniej kilku powodów.

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu zapowiedział podczas spotkania z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką, że w przyszłym roku Rosja rozmieści na Białorusi cztery dodatkowe dywizjony rakiet S-300 o zasięgu do 200 kilometrów. Wcześniej, bo jesienią tego roku, odbędą się wspólne ćwiczenia wojskowe z udziałem 2 tys. żołnierzy, podczas których jak zwykle (czyli np. jak w 2008 roku) będzie ćwiczony atak na Polskę. Obie te wiadomości są oczywiście dla Polski niepokojące (podkreślają jednocześnie ułudę resetu w stosunkach polsko- i w ogóle zachodnio-rosyjskich). Dlaczego więc nie wierzę w bazę?

1. Wczytajmy się uważnie w słowa Szojgu:

Przystępujemy do rozpatrzenia planu o utworzeniu tu rosyjskiej bazy lotniczej z myśliwcami. Mamy nadzieję, że w 2015 roku pojawi się tu już pułk lotnictwa, który będzie służyć bezpieczeństwu naszych państw. W 2013 roku przystąpimy do tworzenia – i mamy nadzieję, że utworzymy – tutaj dowództwa lotniczego i postawimy tu pierwsze dyżurne ogniwo myśliwców bojowych. Później rzeczywiście przewidujemy nadal rozpatrywać kwestie niezbędne dla wzmocnienia zdolności obronnych naszych białoruskich kolegów i braci.

Zaczynamy prace nad planem, mamy nadzieję, przystąpimy, będziemy rozpatrywać. Ileż to już podobnych słów słyszeliśmy na temat rosyjsko-białoruskiej integracji! Prace nad planem i rozpatrywanie kwestii dotyczyły np. zastąpienia białoruskiego rubla rosyjskim, wspólnej konstytucji związkowej, a ostatnimi czasy np. utworzenia wspólnej korporacji na bazie firm MAZ i KamAZ. Od pierwszych podobnych pomysłów minęło półtorej dekady i nic nie zostało zrealizowane. A o ewentualnym holdingu MAZ/KamAZ Łukaszenka ostatnio wspomniał jako o bandyckiej akcji, za którą stoją cudzoziemcy.

2. Łukaszenka, ile by nie mówił o jednym białorusko-rosyjskim narodzie (choć białoruska część, ma się rozumieć, dysponuje znakiem jakości), Rosjanom nie ufa. Przynajmniej odkąd do władzy w Rosji doszedł Władimir Putin. Od tej pory integracja jest w dużej mierze pozorna i wymuszona, o czym przekonująco pisał wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt w Grze pozorów. Stosunkach rosyjsko-białoruskich 1991–2008 (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2008).

3. Nieufność ta ma swoje podstawy. Dla Putina Białoruś ze swoimi firmami, rurami i granicą z NATO jest kąskiem do połknięcia. Łukaszenka w takim wspólnym państwie mógłby liczyć najwyżej na stanowisko gubernatora obwodu mińskiego, a i to na łasce i niełasce Kremla. W związku z tym białoruski prezydent prowadzi taką właśnie grę pozorów – unikania zobowiązań i nierealizowania już podjętych (vide obietnica corocznej prywatyzacji majątku wartego 1,5 mld dolarów, złożona przy okazji pozyskania w 2011 roku kredytu z jednej z kontrolowanych przez Rosję instytucji, Antykryzysowego Funduszu Eurazjatyckiej Przestrzeni Gospodarczej). I choć w relacjach wojskowych integracja jest relatywnie najdalej posunięta, do tej pory nie zostało np. ogłoszone nazwisko głównodowodzącego wspólnym systemem obrony przeciwlotniczej. Rosjanie nie chcą służyć pod młodszym bratem, Białorusini boją się starszego.

4. Łukaszenka jest wspierany przez Rosję głównie dlatego, że ta nie ma dla niego alternatywy. Co nie znaczy, że nie sonduje. W 2010 roku Moskwa badała możliwość poparcia co najmniej dwóch kandydatów opozycji: Andreja Sańnikaua lub Uładzimiera Niaklajeua. Z tej opcji zrezygnowała ostatecznie dopiero na tydzień przed wyborami, ale co się Łukaszenka strachu najadł, zwłaszcza oglądając kolejne odcinki filmowego czarnego PR z Moskwy pt. Kriostnyj batka, to jego. Rosja i wcześniej utrzymywała nieformalne kontakty z liberalną i komunistyczną częścią opozycji. A przed wyborami w 2001 roku promowała w charakterze alternatywy, chyba nawet bez jej woli, kandydaturę Natalli Maszerawej, córki rządzącego Białorusią w latach 1965–1980 Piotra Maszeraua.

5. Z kolei 2013 rok, rok olbrzymich, 25-proc. cięć w administracji publicznej i strukturach siłowych, wystawi na próbę lojalność urzędników wobec zapewniającego im dotychczas pełną stabilność reżimu (pamiętacie Psy: A ja co, na bruk? A gdzie ja teraz robotę znajdę, jak tylko przesłuchiwać umie?). O możliwości przewrotu pałacowego w najbliższych latach (którą szacuję na jakieś 15 proc., ale zawsze) pisałem w niedawnym numerze Nowej Europy Wschodniej, którą zresztą serdecznie polecam. Taka możliwość po raz pierwszy jest bardziej prawdopodobna niż ludowy bunt z prozachodnim podtekstem. Scenariusz, w którym taka antyłukaszenkowska fronda mogłaby się oprzeć o rosyjskich żołnierzy, musiałby być sennym koszmarem prezydenta.

6. Rosjanie już dziś dysponują na Białorusi stacją radiolokacyjną w Hancewiczach i centrum łączności marynarki wojennej pod Wilejką, w których stacjonuje jednak garstka wojskowych. Za dzierżawę Mińsk nie dostaje ani kopiejki, co mu się wyraźnie nie podoba. Kwestia opłat jest więc podnoszona przy okazji każdego kryzysu we wzajemnych stosunkach, a argumentem są miliony dolarów, które na rosyjskiej armii zarabia Ukraina w Sewastopolu czy (do grudnia 2012 roku) Azerbejdżan w Qəbəli. Można być pewnym, że nawet gdyby rozmowy o bazie weszły w decydującą fazę, Mińsk zażąda za to ceny, na jaką Rosjanie się po prostu nie zgodzą.

Ulokowanie na Białorusi stałej bazy wojskowej, zwłaszcza w tak krótkim czasie, jest więc dość mało prawdopodobne. Ale nie niemożliwe. Widzę taką możliwość tylko w jednej sytuacji: Łukaszenka przyciśnięty pustkami w państwowej kasie sprzedaje zgodę na bazę w zamian za kolejny kredyt lub darowanie długów. Faktycznie, na lata 2013–2014 przypada szczyt białoruskich potrzeb związanych z koniecznością zrolowania zadłużenia. Ale na razie niewiele wskazuje na to, że Białoruś nie znajdzie na to pieniędzy. To już jednak zupełnie inna historia.

Fot. Ministerstwa Abarony Respubliki Biełaruś.

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...