Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Gospodarka | Historia | Kultura | Polityka | Sport | Społeczeństwo | Wojskowość
RSS

Społeczeństwo

sobota, 28 września 2013

Dożynki 2013Od piątku stolicą Białorusi jest 76-tysięczny Żłobin w obwodzie homelskim. W mieście odbywają się właśnie centralne dożynki. To jedno z najważniejszych świąt w kalendarzu państwowym Białorusi. Dość powiedzieć, że przed obchodami nad wyglądem Żłobina pracowały 2 tys. specjalnie ściągniętych robotników.

Dzisiaj na Respublikanski fiestywal-kirmasz pracaunikou wioski Dażynki-2013, bo tak brzmi jego nazwa oficjalna, przyjedzie prezydent Alaksandar Łukaszenka. Zostaną też wręczone nagrody, np. dla najlepszego kombajnisty w minionej kampanii żniwnej. W najnowszym wydaniu prezydenckiej gazety Sowietskaja Biełorussija. Biełaruś siegodnia złoty medalista będzie gwiazdą numeru.

Zanim jednak do Żłobina, do tej pory znanego jako stolica białoruskich metalurgów, a nie rolnictwa, przyjechał szef państwa, miasto trzeba było przygotować. W ciągu pół roku kosztem około 1 bln rubli (350 mln złotych) osuszono bagna, wybudowano na nich kompleks rozrywkowy, wyremontowano chodniki, postawiono nowy hotel, a nawet wybielono pomnik Władimira Lenina. W sumie 2 tys. ściągniętych z całego obwodu robotników zmodernizowały, wyremontowały lub zbudowały od zera 164 najróżniejszych obiektów. Na stronie gazety Salidarnasć można zobaczyć zdjęcia sprzed miesiąca, gdy roboty szły pełną parą.

Opozycja śmieje się, że to typowa pokazucha. Rzeczywiście, w Żłobinie tuż przez dożynkami wyłapano bezpańskie psy, maskowano też najróżniejsze niedoróbki. Jedna z opuszczonych budów (w postaci szkieletu budynku) została np. otoczona wysokim, acz kolorowym płotem. A jak pokazuje historia za kilka miesięcy kładziona w pośpiechu kostka chodnikowa zacznie się pewnie kruszyć, gdzieniegdzie odpadnie także tynk z odnowionych fasad. Trudno jednak zaprzeczyć, że na miasta, które otrzymują prawo organizacji republikańskich dożynek, co roku spada strumień pieniędzy na nowe inwestycje, z których część będzie służyć mieszkańcom przez całe lata. Choćby podłączenia miasta do sieci kolejowej.

Same dożynki to gigantycznych rozmiarów festyn. W tym roku stragany mają łączną długość 5 km. Można dostać wszelkie wytwory białoruskiej wsi – zabawki, produkty żywnościowe, alkohol, sztukę ludową. Przewidziano zawody, np. w rąbaniu drewna na czas czy zaprzęganiu konia. Odbędzie się piłkarski turniej o nagrodę Złotego Kłosa i wybory miss dożynek. Będzie święto piwa i występy ludowe. A na koniec przemówi prezydent, a jego słowa na żywo doniesie do miast i wsi całego kraju państwowa telewizja. Wszystko po to, aby – jak specyficznie podkreślał rangę święta urodzaju wicepremier Michaił RusyBóg stale żył na Białorusi. Poniżej materiał z pierwszego dnia dożynek, wyemitowany w wiadomościach kanału ANT.


Na dożynki przez pół roku szykuje się cały kraj. W dość specyficzny sposób przygotował się tym razem koncern Biełdziarżcharczpram, grupujący liczne zakłady produkujące m.in. słodycze. Takie jak znacjonalizowane niedawno fabryki cukierków Kamunarka i Spartak, o których pisałem tutaj (Łukaszenka: Ile by nie kosztowały nasze słodycze, ojciec i matka i tak je dziecku kupią. A to znaczy, że to są przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym). Oto, co powiedział dyrektor Biełdziarżcharczpramu Alaksandar Zabieła w rozmowie z państwową Biełorusską niwą:

Pod koniec września pracownicy wsi będą świętować dożynki i szczycić się swoimi najlepszymi przedstawicielami, tymi, którzy wnieśli istotny wkład we wspólny urodzaj. Spartak przygotował własny prezent: białoruski odpowiednik Marsa i Snickersa, batoniki z nugatu.

Innymi słowy dyrektor ważnego państwowego przedsiębiorstwa wprost przyznaje, że jego ludzie pracują nad wyrobem, który ma udawać importowane hity z Zachodu. Trochę trąci piractwem, prawda?


Nawet jeśli, to i tak nie byłby pierwszy raz. 18 września na łamach Dziennika Gazety Prawnej przypominałem inne podobne przypadki:

Przed piłkarskimi mistrzostwami świata w 2002 r. telewizja państwowa BT postanowiła zaoszczędzić na prawach do transmisji. Mecz otwarcia Francja – Senegal (0:1) został spiratowany z rosyjskiej telewizji NTW, włącznie z głosem komentatora. Oczywiście zrobiła się afera, zwłaszcza że nieprzyjemne konsekwencje groziły także Bogu ducha winnym Rosjanom. Mińsk ostatecznie zapłacił za kolejne spotkania.

Telewizji zdarzały się też transmisje amerykańskich hitów filmowych ściągniętych z sieci za pośrednictwem torrentów. W 2011 r. furorę w sieci zrobiły kadry z pokazanego w BT dramatu The Hurt Locker. W pułapce wojny z podpisem „obraz przygotowany specjalnie dla...” – i tu nazwa jednej z rosyjskich stron z pirackimi filmami. Szczyt bezczelności osiągnęła jednak STW, także należąca do państwa. W 2010 r. pokazała ona cztery odcinki własnego serialu Tieorietiki, równie wiernej, co bezprawnej kopii znanej skądinąd Teorii wielkiego podrywu. Powtarzały się sceny, czołówka, a nawet imiona bohaterów. STW zdjęła serial, gdy część aktorów w obawie przed skandalem zerwała kontrakty.

Poniżej kilka kadrów z obu, powiedzmy, wersji serialu. Gratka dla fanów amerykańskiego oryginału :).

Fot. Homielskaja prauda.

czwartek, 08 sierpnia 2013

Subotnik w GrodnieWydawałoby się, że skoro Białoruś pod względem systemu gospodarczego jest państwem, w którym zachowano liczne dobrodziejstwa socjalne (więcej: tutaj), to i studia powinny być bezpłatne. Nic bardziej mylnego. Na bezpłatnych studiach uczy się zaledwie co trzeci student. Reszta płaci. Agencja prasowa BiełaPAN podała właśnie informacje na temat wysokości opłat w zbliżającym się roku akademickim.

Na Białorusi nie ma studiów wieczorowych. Można studiować dziennie w trybie bezpłatnym, dziennie w trybie płatnym bądź zaocznie. Studia zaoczne są przy tym co do zasady o dobrze ponad połowę tańsze niż dzienne. Spośród stołecznych uczelni najmniej zapłacą studenci niektórych kierunków w Białoruskiej Państwowej Akademii Sztuk Pięknych: 11 mln rubli (3930 złotych) za rok. Do 12 mln rubli (4280 złotych) zapłacą pierwszoroczniacy na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym im. Maksima Tanka.

Do 14,5 mln rubli (5180 złotych) kosztują studia na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Ekonomicznym. 15,3 mln rubli (5470 złotych) kosztuje rok w kuźni kadr przyszłej nomenklatury, Akademii Zarządzania przy Prezydencie. Za najdroższy kierunek na Białoruskim Narodowym Uniwersytecie Technicznym trzeba zapłacić 15,4 mln rubli (5480 złotych) rocznie. Białoruski Uniwersytet Państwowy, miejscowy odpowiednik Uniwersytetu Warszawskiego, kosztuje do 17,9 mln rubli (6400 złotych) rocznie. Najwięcej zapłacą przyszli lekarze. Rok nauki na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Medycznym to równowartość nawet 19,2 mln rubli (6840 złotych).

Studia zaoczne, jako się rzekło, są znacznie tańsze i kosztują od 4,1 mln rubli (1480 złotych) za najtańszy kierunek w białoruskim odpowiedniku ASP do 7,3 mln rubli (2620 złotych) w prezydenckiej Akademii Zarządzania. Ceny na uczelniach prywatnych są porównywalne, zarówno jeśli chodzi o studia dzienne, jak i zaoczne.

Co ciekawe, poważnym źródłem zarobku białoruskich uczelni są studenci z zagranicy (co 30. student ma obcy paszport). W roku akademickim 2012/2013 przynieśli oni budżetowi równowartość 20 mln dolarów. Co ciekawe, największą grupę obcych studentów stanowią obywatele... Turkmenistanu. W minionym roku akademickim było ich 5889, czyli 48,5 proc. ogółu obcokrajowców na białoruskich uczelniach. Z UE trafiają się pojedynczy rosyjskojęzyczni obywatele Litwy i Łotwy.

Opłaty za studia oczywiście rosną, w tym roku będą o 1/5 wyższe niż w ubiegłym. W porównaniu z cenami studiów w Polsce białoruskie uczelnie mogą się wydawać tanie, ale przy średniej pensji nieznacznie przekraczającej równowartość 500 dolarów, to znaczne obciążenie dla domowych budżetów. A studia bezpłatne nie dla każdego są atrakcyjną alternatywą, bo teoretycznie absolwentów obowiązuje po nich odpracowanie poniesionych przez państwo kosztów w wybranym przez państwo miejscu, a i od różnych atrakcji w rodzaju czynów społecznych (na zdjęciu studenci z Grodna; więcej w tekście pt. Cały naród pucuje swoją stolicę) trudniej się wybronić.

Na koniec anegdotka: cytat z narzekającego na rosnące ceny studiów mińskiego taksówkarza, z którym rozmawiałem w zeszłym roku:

Panie, te studia zrobiły się takie drogie, że za tę cenę można by w Rosji dowolny dyplom kupić.

Fot. Haradzienski Dziarżauny Ahrarny Uniwersytet.

poniedziałek, 05 sierpnia 2013

Tut.byWłaśnie dostałem paczkę prosto z Mińska, a w niej jeszcze pachnące wydanie Belarusian Yearbook 2012, wydawanego przez Białoruski Instytut Studiów Strategicznych. Instytucję godną podziwu chociażby za to, że w tych zwariowanych czasach potrafi zachować trzeźwość w swojej analityce. W miarę postępów w lekturze 304-stronicowego zbioru analiz będę pewnie wrzucał kolejne notki. Dzisiaj przyjrzymy się, z jakich mediów w sieci korzystają Białorusini.

Okazuje się bowiem, że białoruscy internauci stosują politykę równego dystansu. Jak pisze w tekście Media: Conservative Reform / Migration medioznawca Arkadź Nieściarenka, nasi sąsiedzi nie mają co prawda zaufania do mediów rządowych (38,1 proc. ufa, 50,8 proc nie ufa), ale i media określające się mianem opozycyjnych nie cieszą się wielkim zaufaniem (48,1:38,2 na korzyść ufających). Od razu warto zaś podkreślić, że dla większości Białorusinów podstawowym źródłem informacji wciąż jest telewizja białoruska lub rosyjska, choć upowszechnienie internetu w kraju rośnie najszybciej w regionie.

Na podstawie danych serwisu gemiusAudience można określić, jakiego typu media są najchętniej odwiedzane przez surfujących mieszkańców Białorusi. Miejsca przesycone propagandą nie cieszą się wielką popularnością, podobnie jak tabloidy. Na pierwszym miejscu znalazł się serwis Tut.by (1094 tys. unikalnych użytkowników), nieepatujący sensacją, dość wyważony politycznie. Ta ostatnia cecha w warunkach białoruskich oznacza znaczną powściągliwość w krytyce władz, ale informowanie także o działaniach opozycji albo np. losach więźniów politycznych.

Wysokie, drugie miejsce zajął rosyjski serwis News.mail.ru (778 tys.). To portal w rodzaju naszego Onetu czy Wirtualnej Polski, oferujący przede wszystkim skrzynki pocztowe, a informacje – sensacyjne, lifestyle'owe, bogate graficznie – niejako przy okazji. Popularność rosyjskiego medium przekłada się jednak na upowszechnienie rosyjskiego punktu widzenia na świat. To kamyczek do ogródka choćby Biełsatu, który powinien zainwestować w popularyzację własnego serwisu internetowego. Potencjał jest, tymczasem strona Belsat.eu może się pochwalić raptem 12 tys. unikalnych użytkowników.

Miejsce trzecie to Interfax.by, strona oficjalnej, rządowej agencji informacyjnej (553 tys.), nad którą oczywiście czuwają specjaliści w dziedzinie ideologii. Tuż za podium serwis nieco podobny do News.mail.ru (nowości jako dodatek do skrzynek mailowych), tyle że w wersji dla Białorusi: News.yandex.by (514 tys.). Portal w zasadzie służy jako agregat treści, zbiera linki z rosyjskojęzycznych serwisów informacyjnych, zamiast wytwarzać własny content, jak na to mówią online'owi dziennikarze :).

Dopiero na piątym miejscu Kp.by (378 tys.), czyli internetowa wersja Komsomolskiej prawdy w Biełorussii. Gazeta bardziej tabloidowa, potrafiąca czasem napisać tekst krytyczny wobec władz, ale także prezentująca raczej rosyjski punkt widzenia (gros artykułów to przedruki z rosyjskiej wersji Komsomołki). Szóste miejsce przypadło stronie Naviny.by (317 tys.), działającej też pod szyldem Biełorusskije nowosti. Stonowany, ale wyważony serwis internetowy, przedstawiający opinie wszystkich stron. Sam często z niego korzystam.

Tuż za Navinami wyraziście opozycyjny Charter97.org (299 tys.), czyli działająca ostatnio z emigracji trójjęzyczna (białoruski, rosyjski, angielski) Chartyja '97. To zwolennicy byłego kandydata na prezydenta Andreja Sańnikaua, które będąc wcześniej stonowanym dyplomatą zaczął się ostatecznie pozycjonować jako radykalny krytyk reżimu, zdecydowany zwolennik sankcji weń wymierzonych. Sam serwis przekonuje już przekonanych, a i wśród opozycji narobił sobie wrogów, gdy podczas kampanii prezydenckiej w 2010 roku zaczął faworyzować Sańnikaua nawet poprzez kasowanie niechętnych mu komentarzy pod tekstami.

Miejsce ósme zajęło Euroradio.fm (215 tys.), czyli witryna internetowa Europejskiego Radia dla Białorusi (Jeurapiejskaje radyjo dla Biełarusi, Jeuraradyjo) z siedzibą w Warszawie. Rozgłośnia ma charakter rockowo-informacyjny, działa dzięki unijnym grantom, a korzysta także z częstotliwości publicznego Radia dla Ciebie. Dobry wynik portalu to dowód, że prozachodni punkt widzenia ma szansę konkurować na wolnym rynku z rosyjskimi newsami (Biełsacie, do dzieła!).

Numer dziewięć to strona państwowej telewizji STB, przesycone propagandą Ctv.by (203 tys.), a białoruskie Top-10 zamyka Telegraf.by (164 tys. unikalnych użytkowników), serwis starający się na wzór m.in. Tut.by lub Navin.by zachować dziennikarską niezależność. Chodzi przy tym często o zupełne niuanse – jeden z wymienionych przeze mnie stonowanych serwisów z premedytacją podkreśla swoją niezależność pisząc słowo prezydent małą, a nie wielką literą.

Dopiero na dalszych miejscach znalazły się inne poza Chartyją media opozycyjne. Witryna tygodnika Nasza niwa Nn.by dopiero na 14. pozycji (118 tys.), zaś założony niegdyś przez działaczy politycznych serwis Udf.by (skrót od angielskiej nazwy dawnej koalicji skupionej wokół Alaksandra Milinkiewicza, United Democratic Forces) – na 17. miejscu (96 tys.).

Białorusini ignorują natomiast w zupełności witrynę prezydenckiego organu Sowietskaja Biełorussija. Biełaruś siegodnia Sb.by. Ranking jej nawet nie uwzględnia. To by potwierdzało obserwacje z Facebooka – fanpage tej gazety ma raptem 329 miłośników i niebawem wyprzedzi ją pewnie niniejszy blog (w wersji facebookowej do znalezienia tutaj), czego sobie i Państwu życzę :).

Fot. Tut.by.

piątek, 05 lipca 2013

Mohylew3 lipca Białoruś obchodziła święto niepodległości, które ani nie dla wszystkich jest świętem, ani nie do końca dotyczy niepodległości. Z tej okazji prezydent Alaksandar Łukaszenka uroczyście otworzył płoszczę Dziarżaunaha Ściaha, plac Flagi Państwowej, a na 70-metrowym maszcie załomotał ważący 25 kg sztandar o rozmiarach 14 na 7 metrów.

Święto, niespecjalnie uznawane przez środowiska opozycyjne, które wolą 25 marca i rocznicę ustanowienia Białoruskiej Republiki Ludowej, upamiętnia 3 lipca 1944 roku, gdy armia sowiecka odbiła zniszczony doszczętnie Mińsk z rąk Wehrmachtu. W całym mieście ocalało ponoć jedynie 70 budynków, co potem skrzętnie wykorzystano do zbudowania nowego, wzorcowego socrealmiasta praktycznie od podstaw.

Żaden to więc dzień niepodległości, bo – nawet gdyby traktować sowiecką Białoruś jako niepodległe państwo – powstała ona przecież dwie i pół dekady wcześniej. Z drugiej strony nazwa ta podkreśla znaczenie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w odziedziczonej po dawnych czasach państwowej ideologii. To w walce z niemiecko-faszystskimi zachwatczikami wykuwał się nowy, sowiecki naród.

Przedwczoraj prezydent oficjalnie otworzył plac, który osobiście betonował podczas kwietniowego czynu społecznego, o czym pisałem tutaj. Na tego typu święta do różnych państw często przyjeżdżają sojusznicy, do Polski np. wpada czasem prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė, o ile akurat nie zdecyduje się strzelić focha i jednak nie przyjechać ;). Łukaszence towarzyszył tym razem sekretarz generalny Komitetu Centralnego Laotańskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, a w wolnej chwili prezydent tego kraju Choummaly Sayasone.

Plac musi robić wrażenie (nie byłem, ale się wybieram): na planie okręgu o 50-metrowej średnicy, obok gmachu hali targowej Biełekspa i niedaleko budowanej właśnie rezydencji prezydenta. Gigantyczne maszty z flagami nie są autorskim pomysłem Białorusi, podobne znajdują się w Skopje, Baku czy Duszanbe (ten ostatni ma 170 metrów i jest najwyższy na świecie). Na płoszczy Dziarżaunaha Ściaha znajdują się też granitowe pomniki z herbami siedmiu największych miast Białorusi, a więc także z Pogonią, dawnym godłem Wielkiego Księstwa Litewskiego, za które w innych kontekstach milicja goni, ale która uchowała się w herbie Mohylewa (na zdjęciu na górze).

À propos budowanej właśnie rezydencji prezydenta, Pałacu Niepodległości, kilka tygodni temu niezależne media zauważyły, że ekipa budowlana umieszcza na niej litery z rosyjskojęzyczną nazwą budynku (Dworiec niezawisimosti). Zrobił się szum, litery zdjęto i zamiast tego na rezydencji możemy przeczytać wersję białoruską: Pałac niezależnasci. To dowód, że nawet w warunkach białoruskich społeczeństwo obywatelskie może wpłynąć na zmianę decyzji władz, w drobnej co prawda, ale symbolicznie ważnej sprawie. Politolodzy nazywają takie kraje reżimami hybrydalnymi, w odróżnieniu od klasycznych dyktatur.

PS: spytałem pewną opozycyjnie nastrojoną Białorusinkę, czy podoba jej się idea tak wielkiej flagi. Jak już będzie na tym maszcie powiewać bieł-czyrwona-bieły, będzie pięknie... – odpowiedziała.

Fot. Kažemaks, Wikimedia Commons, PD.

 
1 , 2 , 3
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...