Skoro Białoruś jest błękitnooka, to blog nie może być czarno-biały. Białoruski dziennik Michała Potockiego.

Sport

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Andrej MichniewiczJeden z najbardziej znanych białoruskich sportowców, lekkoatleta Andrej Michniewicz (na zdjęciu), został właśnie dożywotnio zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu. Białoruski sport pod względem nieczystych zagrań z niedozwolonymi środkami najbardziej przypomina czasy NRD. Decyzja białoruskiej komisji antydopingowej może być jeszcze cofnięta przez Międzynarodową Federację Lekkiej Atletyki, ale to mało prawdopodobne, bo Michniewicz jest już pod tym względem recydywistą.

Tym razem były mistrz świata w pchnięciu kulą został zdyskwalifikowany za nielegalne środki znalezione w próbkach pobranych jeszcze w 2005 roku na mistrzostwach świata w Helsinkach. Zgodnie z przepisami próbki krwi z najważniejszych turniejów są przechowywane przez osiem lat. W razie, gdyby nowe techniki przyszłości pozwoliły na ujawnienie specyfików, których w chwili pobierania krwi nie potrafiono jeszcze wykryć.

Równolegle z Michniewiczem koks w Helsinkach brało też troje innych wybitnych sportowców z Białorusi, którzy mogą spodziewać się podobnej decyzji: trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Iwan Cichan, dwukrotna mistrzyni świata w pchnięciu kulą Nadzieja Astapczuk i jednokrotny wicemistrz świata w rzucie młotem Wadzim Dziewiatouski, obecnie kontynuujący karierę w parlamencie. Troje z nich zdobyło medale właśnie w Helsinkach. Białoruś zajęła wówczas piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Michniewiczowi poszło najgorzej, zajął czwarte miejsce.

Białoruski doping jest w centrum uwagi regularnie, ostatnio – na igrzyskach w Londynie. Astapczuk zdobyła na nich złoto. Hymn Białorusi odegrano w obecności 80 tys. kibiców na olimpijskim stadionie i setek milionów telewidzów, ale kilka godzin po zejściu z podium zabrano jej medal za używanie sterydów. Można by zdarzenie skwitować suchą informacją, gdyby nie to, że za oszustwem Białorusinki stoi rozpacz Valerie Adams z Nowej Zelandii, której Astapczuk ukradła najważniejszą chwilę w życiu sportowca.

– pisał w tekście pt. Oszuści Łukaszenki dla Gazety Wyborczej Andrzej Poczobut. Białorusini są na dopingu przyłapywani regularnie, wpadkę ma na koncie kilkunastu sportowców ze ścisłej czołówki. 1 czerwca brąz igrzysk w Atenach musiała oddać czeskiej rywalce Iryna Jatczanka (rzut dyskiem). Znawca sportu Barys Tasman podkreśla, że walka z dopingiem nad Świsłoczą jest prowadzona wyłącznie formalnie, a koks podaje się już na poziomie juniorskim (Boris Tasman, Sport: wojna – chiżynam, dworcy – na potok, [w:] Biełorusskij jeżegodnik 2011. Sbornik obzornych i analiticzeskich matieriałow po razwitiju situacyi w Riespublikie Biełaruś w 2011 godu, Biełorusskij institut stratiegiczeskich issledowanij – Sajt ekspiertnogo soobszczestwa „Nasze mnienije”, Minsk 2012).

A skoro tak, państwowa propaganda po przyłapaniu kolejnego sportowca narzeka na antybiałoruski spisek, a Łukaszenka swego czasu tymi słowy pocieszał załamaną po Londynie Nadzieję Astapczuk:

Nadziu, życie się na tym nie kończy. Ty jeszcze niejeden raz będziesz miała możliwość utrzeć im nosa. Wielcy ludzie zawsze obrywają.

Dla władz medale są potwierdzeniem roli kraju na arenie międzynarodowej i ich własnej legitymacji. Zwłaszcza że prezydent Alaksandar Łukaszenka jest znanym miłośnikiem sportu, zapalonym hokeistą. Nic dziwnego, że na czele najważniejszych federacji sportowych stoją zazwyczaj emerytowani politycy. Futbolem zarządza dawny wicepremier Siarhiej Rumas, na czele federacji hokejowej do niedawna stał wszechwładny niegdyś szef białoruskiego MSW Uładzimier Nawumau, a szefem komitetu olimpijskiego jest sam Łukaszenka. Z kolei jego średni syn Dźmitry, choć wpływowy, formalnie zarządza jedynie prezydenckim klubem sportowym. Międzynarodowe federacje, ochoczo zawieszające PZPN za każdym razem, gdy władze usiłowały posprzątać nasze własne bagno wprowadzając tam kuratora, w przypadku Białorusi nie dopatrują się mieszania polityków do sportu.

Fot. Erik van Leeuwen, Wikimedia Commons (GNU FDL 1.2).

sobota, 25 maja 2013

BATE BorysówZ okazji finału Ligi Mistrzów przyjrzymy się osiągnięciom białoruskiego futbolu w tym turnieju. A są one większe niż nasze. BATE Borysów grało w rundzie grupowej LM trzykrotnie. Nasi (Legia i Widzew) tylko dwa razy.

Kluby z Białorusi otrzymały szansę na występ w Pucharze Europy dopiero w 1966 roku. Wcześniej sowieckie drużyny nie uczestniczyły w tych rozgrywkach, choć inne kraje bloku wschodniego biły się o tytuł najlepszego na kontynencie od lat 50. czy początku 60. w przypadku najbardziej izolowanej Albanii. Z ramienia ZSRR w turnieju zadebiutowało moskiewskiego Torpiedo, przegrywając w dwumeczu z Interem Mediolan 0:1.

Faktycznie jednak piłka w ZSRR była zdominowana przez kluby z Moskwy i Kijowa, rzadko oddające pola rywalom z innych republik. Przez wszystkie lata istnienia Sojuza jedynie raz najważniejsze trofeum zdobył klub z Białorusi: w 1982 roku mistrzem zostało mińskie Dynama. Dzięki temu 14 września 1983 roku białoruscy piłkarze po raz pierwszy wyszli na boisko Pucharu Europy, by pokonać 1:0 szwajcarski Grasshopper Zurych po golu Jurego Kurnienina. W rewanżu skończyło się na remisie 2:2. Dynama odprawiło później jeszcze Węgrów z Rába ETO Győr (6:3 i 3:1), by nieznacznie polec w ćwierćfinale w dwumeczu z Dinamem Bukareszt 1:1 i 0:1. Pierwsze koty za płoty, zwłaszcza że: 1. wszystko zostało w rodzinie, bo Rumuni również byli klubem bezpieczniackim i 2. tytuł króla strzelców pucharu trafił do napastnika Wiktara Sokała za sześć goli.

1992 rok to nie tylko pierwszy rok bez ZSRR, ale i pierwszy rok piłkarskiej Ligi Mistrzów. Kluby wolnej Białorusi zadebiutowały w drugiej edycji turnieju, w sezonie 1993/1994. Choć był to raczej pseudodebiut, bo mistrzem Białorusi było Dynama Mińsk, które poległo w pierwszej rundzie eliminacji z Werderem Brema (2:5, 1:1). Do kilku kolejnych edycji kluby znad Prypeci nie zostały dopuszczone. W 1997 roku mozyrski MWKC (dzisiaj pod nazwą Sławija) z trudem pokonał w I rundzie eliminacji Constructorula Kiszyniów (1:1, 3:2) obecnie, po przenosinach do Naddniestrza, znanego jako FC Tyraspol, by polec w II rundzie z Olimpiakosem Pireus (0:5, 2:2).

Jeszcze gorzej poszło w 1998 roku Dynamu Mińsk, którego wyeliminowało Skonto Ryga (0:0, 1:2) już w I rundzie kwalifikacji. Pierwszy dwumecz oznaczał koniec przygody także rok później, tym razem dla klubu Dniapro-Transmasz z Mohylewa, który odpadł w zderzeniu ze szwedzkim AIK Solna (0:1, 0:2). Tylko nieco lepiej poszło po roku borysowskiemu BATE, który swój pierwszy tytuł uczcił co prawda wygrywając z ormiańskim Szirakiem Giumri (1:1, 2:1), by potem odpaść także ze Szwedami z Helsingborga (0:0, 0:3).

Początek XXI wieku to kolejne porażki z przeciętnymi klubami. W 2001 roku Sławija Mozyrz wygrywa z VB Vágur z Wysp Owczych (0:0, 5:0), by przegrać z Interem Bratysława (dwa razy po 0:1). W 2002 roku Biełszyna Bobrujsk eliminuje północnoirlandzki Portadown (0:0, 3:2) i odpada w starciu z Makkabi Hajfa (0:4, 0:1). W kolejnym sezonie BATE nie przechodzi nawet pierwszej rundy, odnotowując klęskę w starciu z Bohemians z Dublina (1:0, 0:3). Jeszcze większą kompromitację zalicza w 2004 roku FK Homel, przegrywając dwumecz z KF Tirana 0:2 i 1:0. W wyścigu o najbardziej spektakularną klęskę (skąd my to znamy) rok później dorównało mu jednak stołeczne Dynama, które eliminują Cypryjczycy z Anortosisu Famagusta (1:1, 0:1). Z kolei w 2006 roku Szachcior Soligorsk daje chwilę radości bośniackiemu NK Široki Brijeg, przegrywając dwukrotnie po 0:1.

W bojach o Ligę Mistrzów coś wyraźnie drgnęło w sezonie 2007/2008. Od tej pory Białoruś w LM reprezentuje tylko BATE, dominujące nad całą resztą tamtejszego futbolu. Klub z Borysowa zdobywa tytuły mistrza kraju nieprzerwanie od 2006 roku (liga gra systemem wiosna/jesień). Już w pierwszym sezonie tej dominacji BATE dochodzi do III rundy eliminacji, wygrywając z APOEL Nikozja (0:2, 3:0) i islandzkim Fimleikafélagiem Hafnarfjarðar (3:1, 1:1), by przegrać dopiero z mocną przecież Steauą Bukareszt (2:2, 0:2).

Drugi sezon mistrzowski i pierwszy wielki sukces. W sezonie 2008/2009 BATE eliminuje kolejno Valur Rejkiawik (2:0, 1:0), brukselski Anderlecht (2:1, 2:2) i Lewskiego Sofia (1:0, 1:1), by zagrać w rundzie grupowej. W silnej grupie H chłopcy z Borysowa zajmują ostatnie miejsce, ale udaje im się dwa razy zremisować z Juventusem i raz z petersburskim Zienitem, dwukrotnie ulegając jedynie Realowi Madryt. Trzema strzelonymi w sumie bramkami dzielą się Białorusini: znany potem z Lecha Poznań Siarhiej Krywiec, Ihar Stasiewicz i Pawał Niachajczyk.

W kolejnym sezonie klub z Borysowa odpada w starciu z FK Windawa (0:1, 2:1, zadecydowała bramka strzelona przez Łotyszy na wyjeździe), uprzednio dwukrotnie po 2:0 pokonując Makedoniję Ǵorče Petrov. Sezon 2010/2011 to kolejna porażka, tym razem w FC Kopenhaga (0:0 i 2:3) po kolejnym pogromie Islandczyków z Fimleikafélagu Hafnarfjarðar (5:1, 1:0).

W 2011 roku BATE po raz drugi dostaje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów, pokonując w kwalifikacjach kolejno północnoirlandzki FC Linfield (1:1, 2:0), litewski Ekranas Poniewież (0:0, 3:1) i austriacki Sturm Graz (1:1, 2:0). Zespół z Borysowa znów trafia do grupy H, radząc sobie w meczach przeciwko Barcelonie, Milanowi i Viktorii Pilzno gorzej niż trzy lata wcześniej. Cztery porażki do zera, dwa remisy (z Milanem u siebie i Viktorią na wyjeździe) i zaledwie dwie strzelone bramki przy 14 straconych, obie autorstwa naturalizowanego Brazylijczyka Renana Bressana.

Największym sukcesem BATE i w ogóle klubowego futbolu niepodległej Białorusi jest kończący się dzisiaj sezon Ligi Mistrzów. W eliminacjach klub z Borysowa rozprawił się z Vardarem Skopje (3:2, 0:0), VSC Debreczyn (1:1, 2:0) i izraelskim Hapoelem Ironi Kirjat Szmona (2:0, 1:1). Fazę grupową rozpoczął zaś od dwóch sensacyjnych zwycięstw: najpierw Białorusini na wyjeździe pokonali 3:1 OSC Lille po golach Alaksandra Waładźki, Witala Radziwonaua i Edhara Alachnowicza. W drugiej kolejce dzięki strzałom Alaksandra Paułaua, Radziwonaua i Bressana powtórzyli ten rezultat u siebie z Bayernem. Jeśli Bayern wygra dzisiejszy finał, BATE będzie obok Arsenalu jedynym zespołem, który zdołał wygrać z triumfatorami LM.

W kolejnych meczach już tak łatwo nie było; przeciwnicy wychodzili na mecze z BATE lepiej skoncentrowani. Przestał działać efekt zaskoczenia. Białorusini przegrali dwukrotnie z klubem z hiszpańskiej Walencji (0:3, 2:4), a także z Lille 0:2 i Bayernem 1:4. Dzięki zajęciu trzeciego miejsca w grupie BATE trafiło jednak do 1/16 finału Ligi Europejskiej, gdzie uległo Fenerbahçe Stambuł 0:0 i 0:1. Zdecydowała bramka z karnego strzelona przez Brazylijczyka Cristiana Baroniego.

Jako mistrz Białorusi 2012 roku BATE ma już zapewniony start w II rundzie kolejnych eliminacji do Ligi Mistrzów. Z kolei w obecnym sezonie, którego zwycięzca zagra w eliminacjach LM sezonu 2014/2015, po dziesięciu kolejkach prowadzi Szachcior Soligorsk z sześciopunktową przewagą nad BATE i stołecznym Dynamem. Borysów liczy jednak na ósmy tytuł mistrza z rzędu. To najlepiej poukładany klub białoruskiej ligi, korzystający przy tym niemal wyłącznie z piłkarzy krajowych. W naszym regionie Europy to prawdziwy ewenement. W sześciu meczach rundy grupowej tego sezonu LM trzykrotnie zagrał serbski obrońca Marko Simić, który zresztą został zimą sprzedany do tureckiego Kayserisporu. I tyle, jeśli nie liczyć oczywiście Bressana, który ma białoruski paszport i gra też np. w reprezentacji narodowej.

Gdzie więc upatrywać przewagi polskiej piłki? Cóż, tylko jeden Białorusin w historii zagrał w finale Ligi Mistrzów. Był nim Alaksandar Hleb z Arsenalu, który w 2006 roku przegrał 1:2 z Barceloną. Trzy lata później Hleb zdobył tytuł grając właśnie w barwach Barçy, ale w samym finale nie zagrał. Dzisiaj 32-letni Hleb znów gra dla BATE, powoli odliczając dni do piłkarskiej emerytury. A my mamy trzech Polaków w finale :).

Fot. Futbolny Klub BATE Barysau.

poniedziałek, 20 maja 2013

Mińsk 2014Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF) wbrew wezwaniom organizacji pozarządowych i białoruskiej opozycji nie odebrała w weekend Mińskowi prawa do organizacji mistrzostw świata w 2014 roku. O ile z moralnego punktu widzenia starania opozycji są pewnie słuszne, o tyle wzywanie do bojkotu czy odebrania mistrzostw to poważny błąd taktyczny.

W przyszłym roku do Mińska przyjedzie 16 najlepszych drużyn świata. Gospodarze zagrają w grupie B z Finlandią, Rosją, Stanami Zjednoczonymi, Szwajcarią (aktualnym wicemistrzem świata), Niemcami, Łotwą i Kazachstanem. Ostatnią szansą na odebranie imprezy Alaksandrowi Łukaszence był niedzielny kongres IIHF w Sztokholmie. Ten jednak ostatecznie zatwierdził wszystkie planowane na przyszły rok turnieje.

Kampanię na rzecz ukarania Łukaszenki organizowali europosłowie Marek Migalski i Słowak Peter Šťastný, dawniej wybitny hokeista. Energicznie włączyli się do niej szwedzka Östgruppen i zarejestrowane w Czechach Stowarzyszenie na rzecz Modernizacji dawnego kandydata na prezydenta Białorusi Alesia Michalewicza, który w obawie przed więzieniem po wyborach 2010 roku musiał uciekać z kraju. A także praktycznie cała białoruska opozycja.

Organizowanie wielkich imprez sportowych przez państwa niedemokratyczne od dekad wywołuje olbrzymie kontrowersje. Ale po igrzyskach olimpijskich w hitlerowskich Niemczech, breżniewowskim Związku Sowieckim czy komunistycznych Chinach, argumentacja na rzecz odebrania turnieju akurat Białorusi jest znacznie osłabiona. Działacze równolegle prowadzą więc kampanię mającą na celu skłonienie sponsorów imprezy, m.in. Škody czy Volkswagena, do wycofania się ze wsparcia.

O ile jednak można zrozumieć i kibicować podobnym działaniom, zwłaszcza że IIHF miała też problem z zaakceptowaniem na trybunach tradycyjnych, biało-czerwono-białych flag używanych przez zwolenników opozycji (sowieckie nikomu nie przeszkadzały), o tyle zaangażowanie się w nie samej opozycji jest strzałem w stopę. By to zrozumieć, cofnijmy się do 1982 roku. Wówczas wśród internowanych działaczy Solidarności toczyły się debaty, czy w warunkach stanu wojennego godzi się kibicować polskiej kadrze na piłkarskich mistrzostwach świata w Hiszpanii.

W Polsce mieliśmy ambiwalentne odczucia. Z jednej strony cieszyliśmy się ze zwycięstwa, z drugiej – wiedzieliśmy, że są one na rękę władzom, które wypowiedziały wojnę narodowi. Mieliśmy nadzieję, że po powrocie piłkarze zademonstrują jakoś swój protest przeciwko stanowi wojennemu, ale nic takiego się nie stało. Wszyscy poszli karnie na spotkanie z premierem Mieczysławem Rakowskim i przyjęli z jego rąk ordery.

– pisze Stefan Szczepłek w książce Moja historia futbolu. Tom 2 – Polska (Presspublica, Warszawa 2007). I choć niektórzy działacze opozycji demonstracyjnie nie oglądali meczów, nikt raczej nie odważyłby się wzywać do tego samego narodu. Dla złamanego pół roku wcześniej narodu hiszpański turniej był powiewem świeżego powietrza, zwłaszcza że towarzyszyła mu zabawa w wychwytywanie na trybunach flag Solidarności, które nasza propaganda nie zawsze z sukcesem wycinała z transmisji.

Podobnie dla większości Białorusinów: turniej jest dowodem uznania ich państwa i pretekstem do okazania narodowej dumy. O hokejowych mistrzostwach po raz pierwszy dowiedziałem się jeszcze w 2008 roku od mińskiego taksówkarza, gdy Białoruś ubiegała się dopiero o prawo do organizacji zawodów. Już wtedy w głosie kierowcy słychać było wielkie emocje.

W tej sytuacji głębsze zaangażowanie się opozycji po stronie zwolenników bojkotu jeszcze bardziej wyalienuje ją ze społeczeństwa. Już teraz opozycyjne hasła wykorzystuje to propaganda. 6 maja państwowa telewizja ANT, z założenia nieprezentująca wypowiedzi opozycjonistów, wyemitowała setkę z legendarnego lidera białoruskiego odrodzenia przełomu lat 80. i 90. Zianona Paźniaka, stojącego na tle karykatur Łukaszenki podczas nowojorskiego protestu przeciwko turniejowi.

To święto dla jednego człowieka, który w dzieciństwie nie nagrał się w hokeja, i teraz stwarza to show dla siebie, żeby pokazać swoją władzę, swój reżim w pozytywnym świetle.

– mówił Paźniak. I miał rację. Tyle że odbiór narodu będzie inny: Łukaszenka dał nam wielką imprezę, a opozycja chce nam ją odebrać.

Fot. Federacyja Chakieja Respubliki Biełaruś.

środa, 15 maja 2013

FChRBBiałoruś poniosła dwie hokejowe klęski. Na odbywających się właśnie w Finlandii i Szwecji mistrzostwach świata w tym najważniejszym dla Białorusinów sporcie kadra po fatalnej grze zajęła dopiero 14. miejsce. Sprawa jest tym poważniejsza, że w przyszłym roku mistrzostwa odbędą się w Mińsku, a sport jest dla władz podstawowym narzędziem budowy prestiżu państwa w oczach zagranicy. Z kolei ekipa kierowana przez prezydenta Alaksandra Łukaszenkę została zdyskwalifikowana na amatorskim turnieju w rosyjskim Soczi. Za oszustwa.

Na rok przed najważniejszą imprezą sportową w historii Białorusi zbornaja zdołała wygrać tylko jeden mecz, z beniaminkiem tegorocznej elity Słowenią. I to nie bez problemów: decydujący gol Alaksieja Uharaua na 4:3 padł cztery minuty przed końcem meczu. Poza tym kadra poniosła sześć porażek: z Czechami 0:2, ze Szwecją 1:2, z Kanadą 1:4, z Norwegią 1:3, z Danią 2:3 i wreszcie ze Szwajcarią 1:4. To nie koniec tej przykrej wyliczanki. W fazie grupowej Białorusini strzelili tylko dziesięć goli, najmniej ze wszystkich ekip. Podczas spotkania z Kanadą zbornaja strzelała na strzeżoną przez Devana Dubnyka bramkę zaledwie dziesięć razy, ustanawiając antyrekord turnieju.

Z wypowiedzi szkoleniowca Andreja Skabiełki wynika, że po powrocie do Mińska liczy się on z dymisją. Dymisja szefa Federacji Hokeja Republiki Białorusi Jauhiena Worsina nie jest raczej planowana: jest on zarazem szefem komitetu organizacyjnego przyszłorocznych mistrzostw świata, a to w tej chwili dla sportowych władz Białorusi najwyższy priorytet. Jej mieszkańcom pozostaje nadzieja, że zbornaja zdoła powtórzyć cud z Salt Lake City, białoruski odpowiednik naszego zwycięskiego remisu na Wembley, gdy nacyjanalnaj kamandzie udało się pokonać w olimpijskim ćwierćfinale Szwedów, by ostatecznie, choć po dwóch wysokich porażkach z Kanadą i Rosją, zająć czwarte miejsce.

Równolegle z klęską zbornej własną porażkę musiał przełknąć i prezydent Łukaszenka. Jego drużyna została na turnieju World Cup 40+ w Soczi zdyskwalifikowana po półfinale. Tymczasem w finale na lód miał wyjechać sam szef białoruskiego państwa. Państwowa telewizja oskarżyła szefa Kontynentalnej Ligi Hokejowej, a zarazem ważnego menedżera Gazpromu Aleksandra Miedwiediewa o grę nie fair, bowiem to właśnie po meczu z jego drużyną białoruski zespół został wykluczony z turnieju. Później okazało się jednak, że także prezydenccy próbowali oszukiwać. W kadrze, wbrew regulaminowi, większość graczy stanowili nie amatorzy, a dawni zawodowi hokeiści, nie mówiąc o grających na obronie dwóch synach prezydenta, którzy nie przekroczyli 40. roku życia, a zatem łamali barierę wieku.

Hokej na lodzie jest białoruskim sportem narodowym, a zarazem ulubioną dyscypliną Łukaszenki. Zdjęcia prezydenta grającego w hokeja pojawiają się nawet w elementarzach dla pierwszych klas podstawówek (podpis pod zdjęciem w jednej z bogato ilustrowanych książeczek*: Na lodzie – Prezident krainy). Stanowisko szefa federacji hokejowej ma więc znaczenie polityczne. Worsin był niegdyś ministrem sportu i osobistym doradcą prezydenta. Jego poprzednikiem był zaś niesławny eksminister spraw wewnętrznych Uładzimier Nawumau. Nic dziwnego, że dyskwalifikacji w Soczi wzburzyła prezydenta, który w odwecie nie przyjechał na nieoficjalne spotkanie z prezydentem Władimirem Putinem (a przynajmniej tak sugerował rzecznik Putina Dmitrij Pieskow). To zresztą nie pierwsza podobna historia. Oto, co pisałem cztery lata temu na łamach Dziennika:

Kwiecień 2009 r. Dobrze zapowiadający się trener hokejowy Jauhien Lebiedzieu nie kryje zaskoczenia, kiedy władze klubu Mietałurh wręczają mu wypowiedzenie. Przecież w ubiegłym sezonie poprowadził zespół z niewielkiego Żłobina na trzecie miejsce w kraju (...). To, czego nie zrozumiał Lebiedzieu, było jednak jasne dla opozycyjnych mediów. Prowadzona przez niego amatorska drużyna wygrała przecież kilka dni wcześniej z kamandą, w której osobiście gra prezydent. W turnieju team Łukaszenki szedł jak burza aż do finału. On sam zdobył do tej pory 15 bramek. Tymczasem w boju o złoto prezydenccy przegrali 8:9. Gdy sprawą zwolnienia nadambitnego trenera zajęły się media, w żłobińskim klubie zapanowała konsternacja. W końcu prezes poinformował, że to jakieś nieporozumienie.

Trudno się więc dziwić, że przyszłoroczne mistrzostwa świata już dziś wzbudzają emocje, także natury politycznej. Część opozycji domaga się ich przeniesienia do innego kraju lub zbojkotowania imprezy przez sponsorów. To już jednak inna historia, o której będzie jeszcze czas szerzej napisać.

*Natalla Wanina, Lilija Kuzniacowa, Wolha Cirynawa, Biełaruś – nasza radzima. Padarunak Prezidenta Respubliki Biełaruś A. R. Łukaszenki pierszakłasniku, Paczatkowaja szkoła, Minsk 2007.

Fot. Federacyja Chakieja Respubliki Biełaruś.

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Flag Counter Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...